Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

piątek, 6 stycznia 2017

Postanowię na nowe... jak sobie radzić z tym, co najtrudniej pozyskać dla siebie!

Postanowienia noworoczne to wymysł amerykańskiego rynku, który próbuje wcisnąć swoim konsumentom idealne sposoby na zrzucenie kilku kilo, egzotyczną wyprawę bądź znalezienie swojej drugiej połówki? Możliwe, że coś jest na rzeczy. Co jednak stoi na przeszkodzie przeciętnemu człowiekowi, by wykorzystać tę ideę dla własnej korzyści? Nikt nie broni, by zrobić sobie, choćby na małej karteczce przyczepionej do lodówki, listy z trzema, może czterema punktami-marzeniami, które chodzą po głowie w chwilach nudy bądź jazdy autobusem. To, co uczynisz z nimi na dalszych etapach, zależy wyłącznie już od Twojej silnej woli, ale pierwszy krok do przeprowadzenia wyśnionych zmian będzie już ZA Tobą.

Piszę tego posta w chwili, gdy sama doświadczam magicznego, acz jeszcze przednoworocznego entuzjazmu, który owocuje przyspieszeniem do niechętnie podejmowanych na co dzień prac. Mnie samej trudno jest uwierzyć, że udało mi się tyle zdziałać w ciągu jednego, tak krótkiego dnia! Niby takie nic: przetrzeć kurz w KAŻDYM kącie, poukładać książki, wynieść mniej użyteczne już przedmioty, a cieszy jak stos najlepszych słodyczy! Właśnie z bardzo świeżego doświadczenia, wyniosłam kilka pomocnych trików, dzięki którym nawet najtrudniejsze oczami wyobraźni wyzwania staną się ot, małą pchełką.


Zacznij oczywiście od motywacji. Przyznam na starcie: bez niej, nawet decyzja o pójściu spać nigdy nie zostałaby przez Ciebie podjęta. Pomyśl tylko: jesteś zmęczony, masz dosyć ciężkiej harówy, czujesz, że łapie Cię przeziębienie, więc niezbędnym okazuje się wygrzanie pod ciepłą pierzynką, racja? Przedłożenie tego, na jakikolwiek inny, prawdopodobnie wznioślejszy cel uzyskasz dzięki kilku pytaniom:

Co się zmieni po osiągnięciu sukcesu? W jaki sposób uda mi się poprawić moją sytuację/życie/samopoczucie? A może pomogę w ten sposób jeszcze komuś? Ile czasu będzie kosztować mnie dojście do postawionej sobie mety, a jak długo będę mogła cieszyć się i korzystać z efektu? 

Uwierz - to działa zarówno przy postanowieniu o posprzątaniu pokoju, jak i poszukiwaniu męża!

Przydatna okazuje się też wskazówka, która proponuje zaangażować do działania bliskich, kogoś, kto, jak już wyszło wcześniej przy okazji pytań, być może również wyniesie coś z podejmowanych działań bądź po prostu gorąco trzyma za Ciebie kciuki. Poproś takiego ktosia o pomoc: w zależności od poziomu Twojego.. cóż.. lenistwa, niech albo raz na kilka tygodni subtelnie zapyta, jak idzie Ci praca nad wyzwaniem, albo też, korzystając z okazji do systematycznego zadręczania, w co drugiej rozmowie porusza gdzieniegdzie, niby przypadkiem, kwestię zrzucanych kilogramów.

Ja: Ale ona ma na tym zdjęciu poważną minę! Jakby musiała tam stać za karę!
Ktoś: A propos wagi... co słychać u Twojej? Wskazuje może ciut mniejsze liczby?
(Kulturalnie, grzecznie, idealnie!)

Gdy przekonasz już siebie, co w zasadzie jest najtrudniejszym etapem procesu, spraw, by Twój plan faktycznie mógł zostać zrealizowany. Na pewno wiesz o tym od dawna, ale nie zaszkodzi przypomnieć, że złote góry, koniec końców, istnieją tylko w bajkach, zatem pozostawmy je wśród krasnoludków, a sami ograniczajmy się wyłącznie do tego, co Twoje ręce, nogi i głowa są w stanie zrobić. Realizm, mierzalność - to te cechy zaważą o powodzeniu akcji! W związku z tym, jeśli obiecasz sobie (a przy okazji wszystkim wokół), że dziś w końcu uprzątniesz bałagan panujący w pokoju, wiedz, że mu nie podołasz. Głowa do góry - nawet Mary Poppins nie dałaby sobie rady. Natomiast jeśli stwierdzisz, że przyszła pora, by umyć okno, przeprać firanki i wytrzepać dywan... istnieje szansa (niewielka, ale trzymam kciuki)!

Największy banał, a zarazem równie dużą pomoc odnajdziesz w radzie, by jak najlepiej umilić sobie czas wykonywania założonych zadań. Musisz czytać "Cierpienia młodego Wertera"? (Współczuję! :D) Zaopatrz się w duużą paczkę krakersików z makiem bądź wafli ryżowych z dżemem. Chcesz nauczyć się grać w szachy, by zaimponować swojemu obiektowi westchnień? (Mat-fizowe atuty!) Zaproponuj wspólne doskonalenie umiejętności przyjaciółce, dzięki czemu rozgrywka od razu stanie się łatwiejsza. Nie ma czynności, która nie mogłaby stać się przynajmniej (!) do zniesienia.

Postanowienie na ten rok: nauczyć się pisania na tablicy! :D

Ja sama, by realizować zaplanowane przez siebie zajęcia, zwłaszcza te powszechne i codzienne, jak kolejność odrabiania lekcji, zaopatrzyłam się, dzięki świętemu Mikołajowi, w tablicę suchościeralną, na której mogę codziennie zapisywać sobie, co czeka mnie dzisiejszego popołudnia i na bieżąco odhaczać postępy w nauce. Zauważyłam, że takie "dynamizowanie" celu bardziej mnie motywuje, usprawniając pracę, gdyż widzę, że faktycznie nie stoję w miejscu tylko działam. Alternatywą dla długofalowych wyznań staną się kolorowe karteczki porozwieszane w różnych, charakterystycznych miejscach domu, sekretna strona w dzienniku bądź własnoręcznie przygotowany plakat na ścianie. Byle widzieć progres!

A co, gdy cała wiara i motywacja nagle się gdzieś ulotnią? Wyobraź sobie, że te kilka miesięcy, tygodni bądź nawet dni temu stałeś u podnóża Mount Everestu. Dzisiaj, chociaż potknąłeś się już co najmniej 10 razy, jesteś gdzieś w połowie drogi - przeszedłeś odległość, której niejeden nie podołał. Nie będzie dla Ciebie żadnym wysiłkiem sturlać się teraz na sam dół - przyciąganie, przyspieszenie zrobią swoje. Ale stracone metry kiedyś przyjdzie Ci odrabiać od samego początku. Trochę szkoda, prawda?

***

Trzymam kciuki za wszystkie Wasze marzenia, postanowienia i założenia - niech efekt tylko rośnie w Waszych oczach i sprawi, że ten, 2017 rok, będzie jeszcze lepszym. 365 dni już na Ciebie czeka, byś wypełnił je swoimi celami! :)