Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

poniedziałek, 27 marca 2017

Tydzień na Prusa? Sienkiewicz w dwa tygodnie? Szybkie myki na lektur wybryki

Masz do przeczytania lekturę i miesiąc czasu do deadline'u? Zanim zdecydujesz się na odłożenie książki na jeszcze przynajmniej tydzień, zrób wcześniej trzy, proste kroki: zdobądź egzemplarz tekstu, sprawdź ile ma stron oraz ile dni, z tych, które Ci zostały faktycznie poświęcisz na czytanie książki. Gwarantuję, opierając się na własnym doświadczeniu z ostatnich tygodni, że... te 30 dni wcale nie wyglądają tak kolorowo, jak malowała je wyobraźnia połączona z wiarą w umiejętność szybkiego czytania.

Do czasów licealnych czytałam KAŻDĄ szkolną lekturę. Quo Vadis, W pustyni i w puszczy, Ania z Zielonego Wzgórza, Balladyna czy Kamienie na szaniec - wszystkie przewertowałam (przy okazji: tak, Wertera też zmęczyłam!) od deski do deski, chociaż nie zawsze z ogromnym zadowoleniem. Mimo tego, chciałam to robić, do sięgania po te, jak i inne tytuły zachęcała mnie i własna ciekawość, i naprawdę porządnie prowadzone lekcje języka polskiego. Jak już wspomniałam, trwało to do pewnego okresu: wkroczenia w bramy liceum. 


Co mnie odstrasza w książkach z poziomu szkoły średniej? Na pewno wpływają na to metody zainteresowania nas literaturą przez nauczyciela - mnie nieprzekonujące. Oczywiście matura maturą, zdać ją trzeba, zatem lepiej wcześniej wziąć się do roboty i co potrzebne przyswoić. Nie zmienia to jednak faktu, że i Kordiana kończyłam długo po terminie omawiania, i z Nie-boską komedią było mi nie za pan brat. Z drugiej strony, zawsze tego czasu na przeczytanie owej powieści/dramatu pozostawało na styk, o kilka dni za mało. A gdy już kalkuluje się, że dla dokończenia lektury potrzeba "pochłaniania" 60 stron dziennie, to przy narastających obowiązkach domowo-lekcjowych od razu człowiek czuje się zniechęcony i woli robić zadanka z matematyki.

Przełom stanowiły dla mnie dwie, rozsławione w światku licealistów powieści: Lalka Bolesława Prusa oraz ostatni "nabytek" - Zbrodnia i kara Fiodora Dostojewskiego. Dla mniej zorientowanych: pierwsza liczy ok. 800 stron, druga prawie 500. Jeśli myśli się o nich przez pryzmat ostatnich części Harry'ego Pottera bądź Szklanego tronu wydają się być błahostką na weekend. Wierzcie mi: to wcale tak nie wygląda! Ani przeciągnięte, długie rozdziały, ani opisy rozkładane na części pierwsze przez kilka kartek (!) nie zachęcają do wielogodzinnych spotkań z Wokulskim bądź Raskolnikowem.

Dobrze, przeszliśmy przez część... fabularną. Pora na tę główną, dla której wprowadziłam Was powyższą historią, czyli: porady! (w postaci gotowych wzorów!)

1. Planowany czas x 2 = meta
Po rozeznaniu dochodzisz do wniosku, że skończysz książkę po tygodniu czytania? Od razu załóż sobie na nią dwa. Po zrezygnowaniu z treningów dasz radę przejść przez losy bohaterów w 15 dni? Wiedz, że faktycznie im podołasz, ale mając w zanadrzu nie mniej niż.. miesiąc. Najczęściej, gdy szacujemy swoje siły moli książkowych, zastanawiamy się, ile czasu poświęcamy przyjemnej, lekkiej pozycji. Wiem, że to krzywdzący pogląd, lecz lepiej założyć, że lektura taką nie jest. Oczywiście, nie można być do niej nastawionym w stu procentach wrogo i zbliżać się do niej wyłącznie z widłami, aczkolwiek.. nuta sceptycyzmu jeszcze nikomu nie wyszła na złe. A gospodarując sobie więcej godzin, czeka Was wyłącznie przyjemne zaskoczenie, gdy ukończycie powieść wcześniej, prawda?


2. Mały cel + mały cel + mały cel + ... = duży cel
O tej metodzie albo słyszeliście na zajęciach z przedsiębiorczości bądź warsztatach z psychologiem, albo nauczyliście się jej intuicyjnie. Nie znaczy jednak, że nie warto sobie jeszcze raz o niej przypomnieć przy okazji czyhającej za rogiem lektury.  Jak przedłożyć ów sposób na pół tysiąca stron tekstu? Po prostu podziel treść na fragmenty: jeśli ma rozdziały, możesz zrobić to względem nich, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, abyś np. ustanowił/a sobie granicę 40-50 stron na jedno podejście. Pamiętaj, by od razu po sięgnięciu danego dnia po książkę, najlepiej zakładką założyć sobie Twój dzisiejszy cel. Wtedy widzisz lub nawet czujesz, jak gruba "bariera" dzieli Cię od odpoczynku. A gdy przez nią przebrniesz? Satysfakcja z systematyczności gwarantowana!

3. Dzień czytania / (dom+szkoła+autobus+posiłek) = 1
Uwaga, uwaga! To ten moment, w którym znajdujemy bezpośrednie analogie między moimi dwiema ulubionymi sztukami życia: książkami oraz... jedzeniem! Tak, to żaden błąd bądź naciągana teoria! Bowiem ostatnie badania dietetyczne, jak pewnie już słyszeliście, wyklarowały pogląd o częstych, ale niewielkich posiłkach, bardzo dobrze wpływających na spalanie kalorii, prowadzenie zdrowego trybu życia. Przecież dokładnie w ten sam sposób pozbywa się kolejnych stron lektury! Chociaż żaden nauczyciel by mnie za to nie pochwalił, nawet na mniej ciekawej lekcji, zastępstwie bądź luźniejszych zajęciach można przejść przez kilka, kilkanaście akapitów tekstu. A mnożąc to przez 3-4 godziny lekcyjne, dodając 30 minut powrotu do domu autobusem, wcinanie zupy + drugiego... bilans wychodzi na 0, szybciej niż trwa jedno pstryknięcie palcami. 


4. Streszczenie != zło
Pamiętam okres chodzenia do podstawówki, w którym wpajano nam do małych, wesołych główek, że przeczytanie streszczenia to największe zło tego świata. Mnie jednak nigdy nie zgadzało się z to faktem, że przecież są opracowania tworzone nawet przez nauczycieli polskiego! (I co na to powiecie, drodzy poloniści? :D) W każdym bądź razie, grono pedagogiczne może mówić sobie co chce - ja w dalszym ciągu nie wyobrażam sobie życia bez tych kilku, kilkunastustronnicowych historii w pigułce. Z tą uwagą, że nigdy nie mogą wyprzeć one oryginalnej książki! Zawsze najpierw muszę przeczytać rzeczywisty tekst. Dopiero po lekturze, uważam za świetny sposób na utrwalenie sobie wielu, przemieszanych często wydarzeń przejrzenie streszczenia. Nawet, jeśli zdarzyło mi się czegoś nie zrozumieć, któraś z intryg, myśli bohaterów stanowiła dla mnie zagwozdkę, takie "podsumowanie" rozwiewało wątpliwości, przypominało o tym, co faktycznie ważne, a te istotne zwroty akcji przypominały z kolei o szczególikach i drobnostkach, do których zapamiętywania mam już większe zdolności.



***
Macie swoje sposoby na rozpracowanie szkolnych lektur bądź innych książek-"obowiązków"? A może stosujecie podobne do moich? Piszcie! :)


2 komentarze:

  1. To i tak długo dotrwałaś w czytaniu lektur, ja pierwszą odpuściłam sobie już w podstawówce, ale to wynikało raczej z lenistwa :) A licealne lektury... Ech, temat rzeka. Zaczęłam czytać je dopiero pod koniec drugiej klasy, co nie znaczy, że tych wcześniejszych nie próbowałam. Wspomnianą przez Ciebie „Zbrodnię i karę” wspominam dość miło, ale zbyt późno się za nią zabrałam, przez co przeczytałam jakieś 2/3 książki. Za do „Lalki” miałam dwa podejścia, ale nie dobrnęłam nawet do setnej strony, ale i tak o właśnie do tej pozycji odwoływałam się na maturze :) I to w dużej mierze dzięki polonistce, która dość szczegółowo omawiała z nami lektury, ale z drugiej strony - dzięki streszczeniom. Podobnie jak Ty pamiętam to wpajanie do głowy, że streszczenia są złe i rzeczywiście może całkowite zastępowanie lektury streszczeniem nie jest dobre, ale dużo można sobie z nich przypomnieć przed sprawdzianami czy właśnie maturą.
    Podoba mi się Twój pomysł przedstawiony w punkcie drugim - zaznaczanie zakładką planu na dany dzień. Myślę, że gdybym znała ten sposób wcześniej, łatwiej byłoby mi czytać lektury systematycznie :)
    Z perspektywy czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  2. Miesiąc czasu na lekturę? Pfff, my w miesiąc przerabiamy dwie książki, a dwa tygodnie na przeczytanie to już luksus. Ja czytam. Po prostu, bo nie ma innego sposobu na 300 stronnicową lekturę niż po prostu czytać - szczególnie, gdy czasu mało, uczyć się do matury trzeba (a polski i tak nie liczy się przy rekrutacji na studia). W przedostatni weekend przeczytałam "Inny świat" (354 strony) w dwa dni. Wymęczyłam, ale przeczytałam. I wspomogłam się streszczeniem.
    Twoje sposoby są dobre, o ile faktycznie ma się czas na lekturę. Jeśli go brak... Trzeba coś poświecić na rzecz czegoś (albo przeczytam lekturę, albo nauczę się na sprawdzian z innego przedmiotu). Ech, uroki liceum. Pół biedy, kiedy do przeczytania jest jeszcze dramat: dialogi czyta się znacznie szybciej niż powieść.

    OdpowiedzUsuń

░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░

Będzie mi bardzo miło, jeśli skomentujesz ten post.
Proszę, byś wcześniej jednak go przeczytał/a bądź przynajmniej przewertował/a wzrokiem. :)

Zależy mi na szczerych opiniach, pytaniach, wątpliwościach i komentarzach. Możesz zostawić link swojego bloga - ale przede wszystkim przekaż mi swoją, wartościową ocenę.

Nie masz pomysłu na ciekawy komentarz? Napisz:
→ czy czytałeś/aś książki, o których piszę w poście?
→ czy owe lektury Ci się spodobały?
→ czy masz ochotę je przeczytać?
→ czy podoba Ci się pomysł na post?
→ czy przyjemnie czytało Ci się napisany przeze mnie tekst?
→ czy masz inny pomysł na post, który by Cię zaciekawił?
→ co będziesz czytał/a w najbliższym czasie? (albo co czytasz teraz?)
→ jak Ci mija dzień? :)
→ co słychać na Twoim blogu?



Z góry dziękuję za każde zdanie - dzięki nim mam szansę pracować nad swoimi!

░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░