Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

niedziela, 2 października 2016

Sabaa Tahir - Ember in the ashes. Imperium ognia: igrzyska z lodówki i ryzyko pomyłki z Balladyną!

Bez dwóch zdań w języku polskim zapanowało mnóstwo zwrotów, które nie mają z nim wiele wspólnego. Oczywiście, to naturalna kolei rzeczy wynikająca m.in. z postępującej globalizacji, rozwoju łączności pomiędzy nawet najbardziej odległymi państwami, postępu gospodarczego oraz konieczności pogodzenia się z faktem, że nie nauczymy już mieszkańców całego świata polskiego. (Cóż tu ukrywać: tylko my jesteśmy w nim mistrzami i nic tego nie zmieni :|). Czasem dochodzi nawet do sytuacji, gdy nie potrafimy znaleźć odpowiednika w naszym języku na jakiś zwrot, sformułowanie chociażby angielskiego oryginału. "By the way", "face to face" - te dwa były ostatnio moją prawdziwą zmorą, gdyż nie byłam w stanie przestawić się na zwyczajne "przy okazji" i "twarzą w twarz". Trudne, prawda? A jednak dla niektórych wydaje się to być nie do przejścia, skoro nie chcą wydać "Komnaty w popiele".

Gdyby nie tytuł posta, na pewno znaleźliby się niezorientowani w temacie, którzy nie wiedzieli by, o co chodzi. Nic dziwnego! Nie od razu kojarzy się nic nie znaczącą dla siebie nazwę z książką tak rozsławioną: i na blogach, i wśród booktuberów, a nawet na Youtubie. Proszę Państwa, właśnie zmierzamy w kierunku Imperium ognia!


Za przewodników posłużą nam Elias i Laia - dwójka młodych ludzi, którzy pochodzą z zupełnie innych światów. Nie ma tu jednak mowy o koneksjach typu książę i dziewczyna z ludu czy Smerf z Gumisiem, a bohaterka z zepchniętej na margines kasty Scholarów w parze z uczniem akademii szkolącej czarne maski - najlepszych zabójców Imperium. Oboje kierują się podobnymi aspiracjami: osiągnięciem celu sprzecznego ze społeczeństwem, w jakich żyją, zrobieniem czegoś, co nikomu wcześniej się nie udawało. Los skieruje ich jednak na siebie, żeby.. pokomplikować im własne ścieżki.

Gdy zdążyłam się już rozeznać w sytuacji, od razu wyłapałam element, który mnie zachwycił zaskarbił moje serce. Powieść dla młodzieży, fantastyka, przygodówka, a jednak motywy czerpane są znikąd indziej, jak ze starożytnego Rzymu! Wystarczy zerknąć na imiona: Elias Veturius, Helena, Faris - czyż to Ci czegoś nie przypomina? Na pewno wszystkim fanom "Quo Vadis" bądź "Uczniów Spartakusa" od razu świta w głowie. Bardzo podoba mi się ten pomysł, gdyż pokazuje, że historia to nie przeżytek, nudny temat do przerobienia na lekcji. Motywy: od starożytności po czasy współczesne stanowią barwny, plastyczny, a przede wszystkim ciekawy materiał np. na współczesną historię, zakrawającą nawet o dystopię. (Odezwała się dusza niedoszłej historyczki :D). Byle takich więcej!

Historia daje czytelnikowi szansę na pozyskanie z niej tego wszystkiego, na co nie można liczyć w codziennym, rutynowym życiu: napięcia, zwroty akcji oraz rozemocjonowanie losami drugiego człowieka. Nie ma tu mowy o rozciągłości, a pracuje na to dosłownie wszystko: ucinanie rozdziałów w miejscach najmniej pożądanych (a tam, wiadomo, że wszystkie niedźwiadki właśnie takie zabiegi lubią najbardziej! ^^) czy też opisywanie wydarzeń w czasie teraźniejszym. Jeśli więc chcesz odsapnąć od gonitwy i skrajnych emocji, polecam raczej książkę telefoniczną!

A największych emocji ja sama doświadczyłam, gdy do akcji wkroczył wątek Prób, przez które miała przejść czwórka bohaterów. Żyłam w takiej euforii: że taka niepowtarzalna fabuła, że tyle ciekawego się dziej, i co? I klops! Znowu próbują mi wcisnąć powtórkę z "Igrzysk śmierci". Igrzyska wszędzie; jak przyjęło się mówić: wyskakują z każdej lodówki. Odgrzewane, odmrażane, ciągle i wciąż! Ale.. nie. Jednak nie. Jednak było lepiej niż się spodziewałam. I chociaż za samą straszną perspektywę muszę uciąć autorce pół punktu, to zapowiem, że nie ma czego się obawiać.

Chwilami nachodziły mnie jednak myśli, co by było gdyby... Co by było gdyby zawarto na ostatnich stronach egzemplarza krótki słowniczek z najważniejszymi pojęciami dotyczącymi Imperium? Z pewnością byłoby lepiej! I łatwiej dla osób zmuszonych odłożyć na chwilę książkę, mających słabszą pamięć lub czytającą ją na przemian z inną (np. szkolną lekturą). Mogłaby wyjść z tego kiepska sytuacja, gdyby ktoś na kartkówce z "Balladyny" napisał, że zabito Helenę, a nie Alinę albo że główna bohaterka przechodziła cztery próby dla osiągnięcia korony, prawda?

Z bohaterami jest taki problem, że zamiast jednego, głównego dostajemy pakiet: 1+1 (drugi za grosz :D). A wielokrotnie spotkałam się z opinią, że książki prowadzone jednocześnie przez dwójkę narratorów, gubią się same w sobie, jak i czytelników, których po owe sięgają. Ja bym się w tej sprawie nie zgodziła, gdyż Elias naprawdę pasuje do Lai - pod względem osobowościowym, jak i opowiadania historii. Część wydarzeń poznajemy ze strony dziewczyny, później przerzucamy się na oczy chłopaka. Pojawiają się też chwile, które jesteśmy w stanie poznać z obu perspektyw - te wydały mi się najciekawsze, bo dowiadujemy się, co myślą o sobie młodzi. A oboje zostali przez autorkę fajnie, wyraziście zarysowani: mają w sobie wolę walki, śmiało prą na przód, rozbijając wszystkich złych w proch i pył. Po takiej lekturze od razu chce się iść wojować świat!

Największa nauka wyniesiona z czytania "Imperium ognia"? W życiu nie zgadniesz! Bowiem Elias już po kilku stronach skojarzył mi się z Sagem, z "Fałszywego księcia" Jennifer A. Nielsen. Pełni animuszu, zbuntowani, stojący na przeciw wysokiej pozycji, którą mogą osiągnąć. Szkopuł w tym, że zanim napiszę recenzję, lubię wszystko opowiadać sobie w głowie, na głos - to, co bym zawarła, by niczego nie pominąć. Właśnie w takim momencie doszłam do wniosku, że Sage nie czyta się "Sage", tylko "Sejdż". Posiąść TAKĄ wiedzę to prawdziwe osiągnięcie!

"Ember in the ashes" ma w sobie potężną iskrę spontanicznej akcji, ale łączącą się w stonowanych proporcjach z przemyślaną przygodówką. Wydawać by się mogło, że pojawia się w tej historii wiele czynników, elementów, które mogłyby potencjalnie zniechęcić do lektury: nie zawsze lubiany podział roli narratora na dwie postaci, bazowanie na krzywdzącym ludzi systemie władzy (bo co nowego jeszcze da się w tym temacie wymyślić?) albo chociażby wiek głównej pary bohaterów, sugerujący, że ich zachowania okażą się nierozsądne, a przemyślenia przekombinowane. A jednak nie! Nie zawiódł mnie wielopoziomowy świat przedstawiony, sklejony że strzępków wyobraźni autorki oraz podłoży historycznych. Nie zawiódł mnie Elyas ani Laia, których podejście naprawdę sugerowałoby o ich dojrzałości. Zawiódł mnie jedynie.. tytuł. Zaczęło się od odstępowania od czytania polskich autorów. Niedługo, polskie tytuły staną się nietykalnym wyjątkiem. I będziemy je oglądać tylko na okładce "W pustyni i w puszczy". ( Tak będzie :|).


Ilość stron: 508
Wydawnictwo: Akurat
Cena okładkowa: 39,90 zł
Cena nabycia: ---
Sposób nabycia: konkurs


Prosto z książki...
"- Hm. Tak mi się wdawało, że robisz dżemy.
- Naprawdę? Dlaczego?
Uśmiecha się łobuzersko.
- Bo jesteś taka słodka."
"Mogę też zanieść jej jakiś drobiazg. Kwiaty? Rozglądam się. W Czarnym Klifie nie rosną kwiaty. Może sprezentuję jej sztylet. Tych nie brakuje, a bogowie wiedzą najlepiej, jak bardzo by jej się przydał."
"W taki sposób patrzyła na ciebie Lavinia Tanalia. I Ceres Coran. Chwilę przed tym, kiedy je pocałowałeś.
Tym razem jest inaczej. To jest Helena. I cóż z tego?Chcesz się przekonać, jak to jest - pewnie, że chcesz."


 Więcej zdjęć: