Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

niedziela, 21 sierpnia 2016

Carina Bartsch - Lato koloru wiśni: fabuła z M jak Miłość i to, co Smerfy lubią najbardziej

Carina Bartsch - mistrzyni płytkiej koncepcji, banalnego stylu i bardzo przeciętnego języka. Żaden pisarz nie zniesmaczył mnie tak jak ona suchymi dialogami, które aż wołają o pomstę do nieba. Nie, nie będę gołosłowna! Oto przykład:
- Cześć, Emely! - zawołał Elyas z głębi mieszkania.
- Cześć - wymamrotałam [...]. (str. 25)
Sami widzicie, z jaką literacką porażką musiałam zmagać się przez całe 4-5 dni czytania tej książki. 5 dni! Wytrwałam, dałam radę, ale uraza do tej historii, do absurdalnych zachowań bohaterów i ich tanich zagrywek, myślę, że pozostanie na zawsze. Muszę nauczyć się jakoś z nią żyć.

Ta oprawa mnie zauroczyła! Chociaż czytając dużo fantastyki, preferuję magiczne, tajemnicze, baśniowe klimaty, prosta stylistyka, zdobione tytuły rozdziałów, a także ładnie współgrające z okładki z grzbietem podbiły raz dwa moje serce. 

A teraz podnosimy rączki do góry: kto się nabrał? Kto uwierzył, że nie spodobała mi się książka pełna dowcipu, dystansu głównych bohaterów do siebie i iskier trzaskających pomiędzy nimi przy każdym spotkaniu? Takie żarty powinnam fundować Ci w Prima Aprillis, w kwietniu, na wiosnę. A nie w lato. I to na dodatek koloru wiśni!

Historia czuje się tak swobodnie, że płynie swoim tempem, niczym się nie przejmując. Emily - studentka literaturoznawstwa wiedzie swój spokojny żywot w Berlinie (nie, to wcale nie przeludniony Nowy Jork, a nasz zachodni sąsiad! Jeszcze pół wieku, a wszystkie powieści będą działy się w Ciechocinku! :|). Do czasu, gdy na scenę wkroczy tajfun entuzjazmu, czyli jej najlepsza przyjaciółka Alex. Oczywiście, razem z bratem Elyasem. I wyszłoby z tego wspaniałe lovestory, gdyby nie fakt, że kilkanaście lat temu ta dwójka doskonale się znała, ale wskutek pewnego wydarzenia, chłopak wyjechał do Londynu, gdzie dla naszej bohaterki słuch po nim zaginął. Zdążył jednak powrócić do ojczystego kraju, zamieszkując razem z siostrą w stolicy. Stolicy, która według Emily stanie się zdecydowanie za małym miejscem dla ich obojga. Ale skoro nawet królowa wiedzy: nauka twierdzi, że to przeciwne znaki się przyciągają.. musi być dla nich jakaś szansa. Przykro mi, Em! 

Fabuła to żadna filozofia. Ba, odnosiłam nawet wrażenie, że śmiało mogłaby być rozkręcana na bieżąco, jak M jak Miłość (bynajmniej to nie jest wada!). A teraz on rzuci taki tekst, ona dźgnie go łokciem w żebra. W tym momencie jadą na imprezę, a kilka rozdziałów później? Może biwak? Brzmi nieźle! Oczywiście pojawiają się ogólne ramy, by litery komponowały się w sensowną historię, a nie pół tysiąca stron paplaniny w formie relacji gadatliwej ciotki z rodzinnej imprezy. Wszystko ma ręce i nogi, zachowując jednocześnie spontaniczny klimat rozwijania akcji wraz z optymalną do tego chwilą w książce.

Koncepcja w punkt, a bohaterowie? Przede wszystkim, ujęło mnie to, z jaką łatwością nawet pomniejsi, drugoplanowi potrafili ująć mnie. Pal licho główną dwójkę! Chociaż takie osoby jak Andy czy Dominic stanowiły w pewien sposób dodatek do wypełnienia paczki Elyasa ciekawymi charakterami, to nie spodziewałam się, że po kilku minutach spędzonych w ich towarzystwie, od razu wyrobię sobie jasne zdanie na ich temat. I tak jak np. tego pierwszego polubiłam już po pierwszym "śmieszkowym" tekście, o tyle w drugim natychmiast wyczułam.. negatywną aurę. (Zaburzał mi porządek wszechświata i tyle. :|). Od razu widać, że autorka nie szczędziła swoich umiejętności na pozostałych, rozdzieliła osobowości po równo: dla Emily, Elyasa, ale również dla Alex, Evy czy Sebastiana i całej reszty. Nareszcie ktoś porządnie skupił się na ludziach zamiast rozwijać opisy łąk i dolin, ciągnące się jak krówki ciągutki. 

A nasza narratorka? Znowu: wreszcie typ postaci, która w stu procentach mi odpowiada i w której odbieranie świata bardzo łatwo i przyjemnie jest mi się wczuć. Nawet, gdy robi lub myśli w sposób uważany przeważnie za lekkomyślny (młodość ma swoje prawa! :|), niemądry, wiem, że sama też byłabym skłonna postąpić w podobny sposób, co sprawia, że równie dobrze to ja od razu mogłabym przejąć jej rolę w kłótniach z Elyasem (luzik, bluesik, kapelusik! ^^). Jej wypowiedzi, myśli w żaden sposób nie wydają się być wymuszone, sztuczne, płytkie lub nieadekwatne: prostymi słowami, jak na swój wiek mówi szczerze, ale nie dając sobie w kaszę dmuchać.

Myślisz, że teraz rozwinę się w kwestii relacji naszej głównej pary? A ja będę taka, że nie poświęcę im więcej niż trzech określeń: humorystyczna elokwencja, lekkość konwersacji, buchające ogniem, grzmiące spojrzenia (czyli to, co Smerfy lubią najbardziej!). 

Powiem tak: gdyby przez ponad 400 stron autorka okroiła powieść do samych dialogów czołowych bohaterów, książka byłaby w dalszym ciągu tak fenomenalna jest jest teraz. Nawet jeśli ich ilość w powieści i tak już przeważa, nie obraziłabym się, gdyby przerobić ją na dramat: same kwestie, kilka didaskaliów, by określić, gdzie obecnie znajdują się nasi ulubieńcy. Finito, tyle by w zupełności wystarczyło!

W tej otoczce zachwytu, podziwów i wzdychania, jest element, który mnie dotkliwie niepokoi. Mianowicie, obawiam się, że w drugim tomie Carinie Bartsch albo zabraknie pomysłów na ciągnięcie nagonki Elyasa za Emily, albo w końcu da amantowi wygrać i zawładnąć sercem swej niedoszłej dziewczyny. A wtedy prawdopodobnie zabawa, żarciki się skończą, oddając miejsce wzniosłym deklaracjom, porywom serca i czułym zbliżeniom. (Bleee :C). Trzymam zatem kciuki, że nasza bohaterka będzie trwać dalej w swej wytrwałości. Do boju, dziewczyno!

Moje czujne oko krótkowidza zauważyło także ogromną nieścisłość nie do przejścia. Bowiem na str. 10 autorka Bartsch w taki sposób przedstawia nam Alex:
"Alex była potomkinią potwora, choć nie zdradzał tego jej niewinny wygląd. Podobnie jak matka, miało jasnobrązowe, kręcone włosy, które często nosiła rozpuszczone."
Z kolei str. 46 funduje nam już taki obraz bohaterki:
"Alex miała nie tylko blond włosy, ale - jeśli chodzi o mężczyzn - była kompletną blondynką."
Czyli w końcu jaki był ten kolor włosów? Czuję się bardzo źle z faktem niesprecyzowania tego przez autorkę. 

Powieść obyczajowa nie wybroni się tylko faktem bycia powieścią obyczajową. Po co czytelnik ma sięgać po coś, co ma w rzeczywistości na jeszcze lepszym poziomie? Ten gatunek też musi się czymś odznaczać, zawalczyć o swoich odbiorców, by zwrócili uwagę właśnie na taki, a nie inny tytuł. Jeżeli chcesz już ciągnąć lovestory, to proszę bardzo. Pamiętaj, że to też trzeba umieć (lub starać się i próbować!). "Lato koloru wiśni" broni się znakomicie całym swoim ekwipunkiem: ciętą ripostą, ostrymi jak brzytwa charakterami i płomiennymi emocjami. Z takim rynsztunkiem: można iść w bój!




Liczba stron: 493
Wydawnictwo: Media Rodzina
Cena okładkowa: 34,90 zł
Sposób nabycia: konkurs
(Nie mogłam trafić na lepszą książkę z urodzinową recenzją!)

Skarbnica rezolutnych odpowiedzi: (nie wiem, czy tylko ja zaśmiewam się przy tym godzinami.. :D)
Ludzi dzieli się na tych, którzy potrafili tańczyć, i na tych, których ruchy przypominały raczej atak epilepsji albo pingwina na lodzie. (str. 98)
 - Myślisz, że tylko ty cierpiałaś? - zapytał.
Parsknęłam.
- A niby kto jeszcze? Zdeptałeś mrówkę, kiedy złamałeś mi serce? (str. 306)
- Powiedz, dlaczego Alex nie skacze jak kauczuk po okolicy? (str. 322
- Elyas.
- Hm? – wymruczał.
- Grasz na pianinie i studiujesz medycynę, prawda? - wyszeptałam i włożyłam wiele wysiłku, by mój głos zabrzmiał namiętnie.
- Mhm… - powtórzył i znów zaczął głaskać mnie po udzie.
- To znaczy, że bardzo potrzebne są ci palce, prawda?
- Hmm? – W jego głos wkradła się nuta irytacji.
- Więc na twoim miejscu natychmiast zabrałabym tę dłoń, zanim ją tobie połamię!
- Gilotyna, ukamienowanie, rozstrzelanie czy stryczek?
- Hmmm? - zapytałam.
- Patrzysz na mnie z taką złością, jakbyś już myślała o morderstwie. A ja pytam, w jaki sposób.
- Chwilowo najchętniej posłużyłabym się ręcznym granatem. Poszłoby najszybciej.
- A dokąd on się znowu wybiera?
- Elyaaas! Emely pyta, dokąd idziesz?- zawołała Alex
- By zaspokoić twoją ciekawość, króliczku, powiem ze idę tylko po mleko. Mogę?
Arogancki,głupi,bucowaty,bezczelny...
- Jak dla mnie możesz sobie kupić nawet krowę - wysyczałam.
- Zastanawiałem się nad tym,ale to niepraktyczne.
- Cześć, mała, mam dla ciebie dobrą wiadomość!
- Elyas zginął tragicznie i będą o tym mówić w dzisiejszych wiadomościach?
- Nie – zachichotała. – To coś znacznie lepszego!
Moja teoria, że mężczyźni przychodzą na świat z wadą mózgu, potwierdzała się z każdym dniem.
- Jesteś jak cukier, Elyas- wymamrotałam.
- Słodki?- W jego głosie brzmiało radosne zaskoczenie.
- Nie, klejący! - odpowiedziałam i zakończyłam rozmowę.
- Ale to działa - powiedział pewnym siebie głosem.- Lecisz na mnie.
- Lecę na ciebie jak zepsuty szybowiec.
Uśmiechnęłam się, zeskoczyłam z kuchennego blatu tak niezdarnie, że potknęłam się i prawie uderzyłam głową o lodówkę. Jak gdyby nie było to dość zawstydzające, ten idiota musiał się jeszcze roześmiać.
- Drzwi są tam – wskazał. – A może mamy w lodówce ukrytą windę, o której nie wiedziałem?
- Bardzo śmieszne – warknęłam i poczułam, że się rumienię. Powinien wsadzić swoją cholerną głowę do piekarnika i zobaczyć, czy nie ma w nim windy.




Więcej zdjęć: