Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

wtorek, 12 kwietnia 2016

Jak z bajki #1 - Kim jest ta postać w czerwonej koszulce?















Kto nigdy nie widział charakterystycznych białych książeczek w kształcie prawie równych kwadratów (pół centymetra różnicy między wymiarami! :|)? Coś czuję, że niewielu podniesie rękę. Nic dziwnego: niezależnie od tego kiedy usłyszałeś o "Mikołajku", na pewno należał on wtedy do jednych z popularniejszych tytułów w swoim gatunku.

 Dla tych, którzy NIGDY nie mieli styczności z tą postacią sympatycznego chłopca: "Mikołajek", jak i inne pozycje z serii Sempe i Goscinnego, to zbiór kilkunastu krótkich historii z życia typowego dziecka. Tytułowy bohater razem ze sporą paczką kolegów miewa mnóstwo przygód, z którym nierozerwalnie wiąże się ogromna porcja kłopotów wszelkiego typu. Warto napomknąć, że powiastki utrzymane są w lekko francuskim klimacie, gdyż właśnie z tego państwa Europy Zachodniej pochodzą autorzy. 

"Zabawa w kowbojów", "Witamy pana ministra", "Uciekam z domu", "Futbol" czy "Palę cygaro" - to tylko część nazw rozdziałów, traktujących o kolejnych wydarzeniach z udziałem Mikołajka. Już po nich można wywnioskować, jak pomysłowa okazuje się para pisarzy, którzy w prosty sposób, bez infantylności czy zbędnych ozdobników, przedstawiają perspektywę kilkuletniego człowieka. Poczynając od pierwszej, kończąc na ostatniej, we wszystkich przygodach każdy znajdzie cząstkę wspomnień z własnego dzieciństwa, a i dorośli z chwil młodości ich dzieci. To mają bowiem do siebie klasyki: niezależnie czy masz lat 7, 17 czy 70 nie ma opcji, by książka do Ciebie nie dotarła, byś nie odnalazł w niej czegoś dla siebie. 

Pierwszy tom cyklu został wydany w 1960 roku. 56 lat temu. Sięgnijcie teraz po dowolną historyjkę z zakresu tych umieszczonych w "Mikołajku" i powiedzcie mi: gdzie te lata? Przecież taki Miki mógłby równie dobrze wczoraj na podwórku sąsiadów bawić się z kumplami w Indian. Albo maszerować z tornistrem do szkoły mijając nas w drodze na przystanek. Przeciętny chłopiec jakich dużo, a jednak z dorobkiem przygód jakiego mało.

Jednocześnie nie sposób nie wspomnieć o ilustracjach: nieskomplikowanych jak tekst, ale równie wymownych i żartobliwych - taki zestaw małych karykatur opatrzonych odpowiednią treścią. Wystarczy, że przez lekturę całego jednego tomu poprzyglądasz się tym charakterystycznym główkom, długim nosom i krótkim nóżkom, a rozpoznasz je już wszędzie. ( :D )

Uniwersalność uniwersalizmem, aktualność aktualnością, ale trudno się spierać, że najlepszym aspektem powieści jest zapas humoru, w który uzbrojona zostały wszystkie postaci serii. Mnóstwo utarczek słownych, dyskusji na polu dziecko-rodzic, dziecko-nauczyciel czy po prostu w gronie przyjaciół. Aż trudno uwierzyć, że z tak prostych sytuacji, wręcz banalnych, można wyciągnąć tyle zabawy, śmiechu i dowcipu. Chociaż w sumie.. wystarczy przypomnieć sobie momenty naszego życia, na pozór tak zwyczajnego i szarego, z których do tej pory możemy żartować i uśmiech nie schodzi nam z twarzy. :)

Źródło ilustracji: LINK ; LINK

Prosto z książki...
"No bo co w końcu, kurczę blade!" (Ulubione powiedzonko Mikołajka, które zdarza mi się używać do tej pory :D)
"(...) z tym właśnie największy kłopot, że jak się człowiek bawi sam, to jest nudno, a jak są inni to się ciągle sprzeczają."
"Kiedy szedłem po południu do szkoły, spotkałem Alcesta, który powiedział:
- A może by tak nie iść do szkoły?
Powiedziałem mu, że to niedobrze nie iść do szkoły, że pani będzie bardzo niezadowolona, że mój tata mówił, że jeśli chce się w życiu do czegoś dojść i zostać pilotem, to trzeba pracować, że mama się zmartwi i że to nieładnie kłamać.
Ale Alcest przypomniał mi, że po południu jest arytmetyka, więc powiedziałem: "Dobrze", i nie poszliśmy do szkoły." (Tacy mali, a tacy mądrzy :D)
"Rufus powiedział, że nie umie bajki na pamięć, ale wie mniej więcej, o co tam chodzi, i zaczął tłumaczyć, że to historia o kruku, który trzymał w dziobie kawałek sera  roquefort.
- Co takiego? - zapytał inspektor i miał coraz bardziej zdziwioną minę.
- Ależ nie - powiedział Alcest - to był camembert.
- Wcale nie! - zaperzył się Rufus. - To nie mógł być camembert, bo po pierwsze, kruk nie mógłby go trzymać w dziobie, bo z tego sera się leje  a po drugie, brzydko pachnie!
- Pachnie brzydko, ale jest pyszny - odparł Alcest. - A z resztą, co to ma do rzeczy? Mydło pachnie ładnie, a jest okropne w smaku, raz próbowałem.
- Jesteś głupi i ja powiem memu tacie, żeby twemu tacie wlepił mnóstwo mandatów.
I Rufus z Alcestem pobili się. (...)
Inspektor podszedł do pani i uścisnął jej rękę.
- Mam dla pani wiele podziwu - oświadczył. - Jeszcze nigdy, tak jak dzisiaj, nie zdałem sobie spawy, jak wzniosłą służbą jest nasz zawód. Proszę nie rezygnować! Odwagi!"

***

Znacie Mikołajka? Czytaliście którąś z historyjek? A może kojarzycie tytuły innych autorów o tematyce zbliżonej do historii Sempe i Goscinnego? Piszcie! :)