Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

niedziela, 13 marca 2016

Bree Despain - Łaska utracona



Rzadko kiedy robię recenzje drugich tomów. Bo i rzadko kiedy po nie sięgam. Nie bez powodu na moich półkach królują zatem pierwsze części. Gdybym kiedykolwiek postawiła sobie za cel dokończenie serii, które pozostają otwarte na mojej liście przeczytanych lektur, przez kilka lat musiałabym dzień w dzień siedzieć nad książką. (Perspektywa kusząca, ale wcześniej muszę skończyć szkołę, znaleźć pracę niewymagającą chodzenia ani używania wzroku oraz tolerancyjnego męża, który będzie mi podawał posiłki i gasił światło, gdy zasnę zmorzona natłokiem liter :D). Co więc sprawiło, że zdecydowałam się na kontynuowanie mojej przygody z Grace i Danielem, stworzonych przez umysł Bree Despain? Bynajmniej nie wilkołaki, mrok lub przystojni młodzieńcy, kręcący się wokół dziewczyny, nawet jeśli ich liczba wzrosła od poprzedniej części wykładniczo.

Główna zmiana odróżniająca "Łaskę.." od "Dziedzictwa" do odwrócenie sytuacji bohaterów o 180 stopni: teraz to Grace musi zmagać się z klątwą, którą przejęła od swojego ukochanego, walczyć z wilkiem czającym się w odmętach jej umysłu. Natomiast Daniel.. cóż, Daniel staje się prawie-zwykłym nastolatkiem. Nie przeszkadza mu to jednak w dalszym odkrywaniu swojej przeszłości oraz ukrywaniu kilku znaczących tajemnic przed swoją dziewczyną. (Facet jak facet: oni nigdy się nie zmieniają :|). Ponadto nastolatka skupia prawie cały swój czas na poszukiwaniu brata, Jude'a, który po uciecze z domu, nie daje znaków życia od kilku miesięcy. Nie dawał znaków życia przez kilka miesięcy. Do teraz.

Widać, że autorka poczuła wiatr w żaglach i wenę w palcach - książkę można z czystym sumieniem zaliczyć do groźnych cegiełek. Liczba stron nie powinna jednak nikogo zrażać - nawet nie zauważycie, gdy będziecie rozpaczać nad zbyt szybko zakończoną lekturą. O ile rozpoczynając serię, czytelnik czuł powielanie schematów z innych powieści fantastycznych, przemierzając kolejne strony kontynuacji coraz bardziej, coraz większymi krokami oddala się od popularnych motywów. Może nie w każdej płaszczyźnie, każdym detalu, ale i tak warto to docenić.

Nie mogłabym nie wspomnieć o pomyśle, który spodobał mi się najbardziej ze wszystkich, zrealizowanych w pozycji: perspektywie. To, że narratorką jest główna bohaterka, nastoletnia Grace, nie budziło w "Dziedzictwie mroku" żadnego zaskoczenia, zachwytu, a wręcz w pojedynczych sytuacjach prowadziło do znużenia - ileż można czytać historii opowiadanych ustami młodych panienek, prawda? Mimo to, wytrwale czekałam, czekałam.. i się doczekałam. Wreszcie miałam okazję przeczytać o tym, jak to narratorka zmaga się z problemem posiadania starożytnej klątwy. Do tej pory w moich lekturach problem ten spotykał jedynie uroczych, umięśnionych przystojniaków. A tu proszę! Szczególnie wartymi uwagi są tajemnicze myśli, którymi wewnętrzny wilk Grace (można tak w ogóle powiedzieć? :o) próbował jej zamydlić oczy, zaciągnąć na złą drogę. Niby klasyczna walka ze złem, ale dzięki temu, że rzadko kiedy zostaje ukazana w sposób tak prosty i bezpośredni, rzuca się w oczy i wywołuje jeszcze silniejsze emocje.

Jak wspomniałam we wstępie, dostajemy w gratisie jeszcze jednego bohatera, wprowadzonego przez Bree dopiero w tej części. Talbot - tak się zowie owy pan - staje na ścieżce córki pastora, gdy ta rozpoczyna podążanie tropem swojego brata. Wykorzystując determinację dziewczyny, postanawia pomóc jej w trenowaniu siebie na Niebiańskiego Ogara, walczącego z demonami.
Chociaż dało się wyczuć, iż wcześniej lub później zostanie wprowadzony motyw słynnego trójkącika miłosnego, uważam, że autorka byłaby w stanie wybrnąć z historii bez wprowadzania go. Niestety zdała się na tę koncepcję, co dodało powieści przede wszystkim większej przewidywalności. Dopóki konkurent Daniela stanowił zagadkę, wzbudzał wiele mieszanych uczuć. Natomiast wystarczyło kilka zdań wątpliwości w słowach Grace, co do szczerych intencji chłopaka, by wiedzieć, że coś jest z nim nie tak i móc rozgraniczyć postaci na te dobre i te złe. A szkoda, bo pod maską flanelowej koszuli farmera miałby świetną przykrywkę, zatem Despain mogła zdradzić jego plany w nieco późniejszym momencie.

Poza Talbotem, pojawia się również kilku innych, nowych postaci, które ingerują w życie Grace i Daniela w niemałym stopniu, czego przykładem jest naprawdę świetne zakończenie (a przynajmniej sceny finałowe). Odkrywamy sprawcę całego zamieszania: braku powrotu Jude'a, dziwnego zachowania Daniela, życzliwości Talbota przy szkoleniu Grace. Nawet jeśli w trakcie, akcja nie klei się tak mocno jak powinna, ostatnie kilka rozdziałów w całości ją rekompensuje. Dramatyzm, napięcie i ostatnia strona pod postacią wielkiej niewiadomej, przechodzącej jako podkład fabuły do ostatniego tomu trylogii. Najwidoczniej pisarka ma talent do wieńczenia książek w wielkim stylu. (Znalazłaby fach w produkcji filmów akcji :|).

"Łaska utracona" przede wszystkim zmieniła moje nastawienie do drugich tomów. Zdałam sobie sprawę, że warto po nie sięgać i je czytać, niezależnie od tego jak świetne bądź beznadziejne są poprzednie części. Chociaż patrząc z ogólnej perspektywy: w tej części odnalazłam mniej zalet, zauważyłam również, że nie potrafię wyliczyć tylu wad, co w "Dziedzictwie mroku". Z chęcią zakończę ten cykl, wybierając się na poszukiwania "Pocałunku śmierci" (ale do tytułów nigdy miłością nie zapałam :C). Osobom, które wahają się nad lekturą "Łaski" radzę spróbować, gdyż niewielkie są szanse na to, że pożałujecie swojej decyzji. Osobom, które nie miały jeszcze styczności z twórczością Bree Despain, polecam bliżej się nią zainteresować. Zwłaszcza jeżeli tkwi w Was pierwiastek fana fantastycznej akcji. I fantastycznych zakończeń.

Liczba stron: 477
Wydawnictwo: Galeria Książki
Cena wydawnicza: 39,90 zł
Cena nabycia: 8,99 zł (Biedronka)
Seria: Dziedzictwo mroku
Tom: II

Więcej zdjęć:



Prosto z książki..
"- Grace Divine, kiedy minie wreszcie ten koszmar, skończymy studia, a ty ponawracasz wszystkich okolicznych przestępców, czy wyjdziesz za mnie?"
"- Masz coś do jedzenia?
Uniósł brwi.
- Po co?
- No, będziemy teraz siedzieć w samochodzie i jeść masę niezdrowego żarcia, popijając kawą, nie? Tak się robi podczas obserwacji miejsca przestępstwa, prawda?
- Oglądasz zdecydowanie za dużo telewizji."
"- Powinnaś dołączyć do mnie i poćwiczyć trochę. Czuję, że jesteś bardzo wzburzona.
- Jasne, mistrzu Yoda - wymamrotałam.
Posłał mi zaskoczone spojrzenie.
Przewróciłam oczami.
- Nieważne. - Czy nikt już nie ogląda filmów?"
"Czy jest jakaś różnica między byciem tchórzem a pacyfistą?"
"- Czy ty widziałaś spojrzenie tego kolesia, jak uderzył w ziemię? Poważnie, to był kompletny czad. On ci tu, że niby jesteś taka mała i bezbronna, a ty mu wtedy bam! bam! Zabieraj stąd chłopie tę swoją gębę. Mam supermoce! Tadam!"
"- Stuningowałaś mi kołek?
- Yyy... Niespodzianka! - powiedziała April. - To, że odwalasz taką czarną robotę, nie znaczy jeszcze, że nie masz tego robić w dobrym stylu, no nie?"
*** 
Czytaliście tę lub chociaż pierwszą część trylogii? Co o niej sądzicie?

Podoba Wam się taka forma recenzji? Czy może wolicie tę standardową, z podziałem na kategorie? Którą czyta się wygodniej? Piszcie! :)