Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

sobota, 20 lutego 2016

Amy Ewing - Klejnot

Liczba stron: 383
Wydawnictwo:
Jaguar
Cena wydawnicza: 37,90 zł
Cena nabycia: -- (wygrana w konkursie)


O czym książka?
Jedni uważają, że książka to wierna kopia "Rywalek" Kiery Cass. Inni z kolei mówią o nowym, niespotykanym pomyśle, jaki przedstawia nam Ewing na kartach swojej pierwszej książki. Spróbujmy zatem przy pomocy tej recenzji rozwiązać zagadkę sklonowania "Rywalek". 
Wypadałoby zacząć od samej historii. I już na tym polu szala zwycięstwa przechyla się na stronę obrońców "Klejnotu". Chociaż narratorka to biedna, młoda dziewczyna, na którą los już od dzieciństwa skazuje na najcięższe próby, żaden przystojny książę nie stanie w szranki o jej niewinną duszę. Bo i z kim? Z surowym systemem, który dostosowuje wszystkie zasady i procesy do opływającej w luksusy arystokracji? Przeznaczeniem Violet jest surogacja. Tylko tyle mogła wiedzieć, od momentu, gdy po badaniu została odebrana rodzicom i przeniesiona do Magazynu - miejsca przebywania wszystkich surogatek, niekupionych jeszcze przez żadnego z mieszkańca Klejnotu - centrum Samotnego Miasta, jedynego z pięciu kręgów, do którego nie zagląda bieda ani ciężka praca. Główna bohaterka, po przejściu aukcji, trafia do domu Diuszesy Jeziora. Bogactwa błyszczące z każdej strony przepięknych komnat w posiadłości nowej pani Violet, nie mydlą dziewczynie oczu. Szybko dowiaduje się, że Diuszesa szykuje dla niej wyzwanie nie do zrealizowania. Sprawy się komplikują, gdy w pałacu pojawia się jeden przystojny młodzieniec - niestety niedostępny dla surogatki. Ale cóż poradzić, gdy serce reaguje szybciej od rozumu...

Wygląd:

Wygląd - kwestia, w której bezsprzecznie zgodzę się z powieleniem koncepcji na okładkę od serii Kiery Cass. Jedno wydawnictwo - Jaguar - ma tu niewiele do rzeczy, skoro widać konkretne elementy jednakowe w obu wydaniach. Bardzo podobny wygląd i rozmiar tytułu, taki sam układ nowych rozdziałów (łącznie z nazwą rozdziału), równie przyjemna w dotyku faktura okładki (to akurat mnie się podoba! ^^), aż po fotografię młodej dziewczyny w pięknej, błyszczącej sukni. Chociaż w kwestii zdjęcia, za ciekawsze uważam to na okładce "Klejnotu" - modelka ulokowana w centrum błyszczącego kamienia w prosty, acz intrygujący sposób nawiązuje do fabuły, zamiast po prostu stać i błyszczeć. Natomiast z drugiej strony, pragnę oficjalnie potępić grafika za nadmiar błysku, zwłaszcza w postaci śliskiej faktury wyróżniającej panienkę na ilustracji - wiecie jak trudno zrobić WYRAŹNE zdjęcie z lampą, gdy za każdym razem w centrum okładki tworzy się biała, zasłaniająca całą resztę, plama? Bardzo trudno.

Koncepcja:
Trudno być obiektywnym przy ocenie książki, którą ustanowiło się ulubioną jeszcze zanim zakończyło się czytanie pierwszego rozdziału, prawda? Nie wiem, czy to ze względu na te powtarzane bez ustanku postulaty o skopiowaniu "Selekcji" przez Amy Ewing (kto jeszcze nie wie: każdy tom, poczynając od Rywalek a na Następczyni kończąc, mogłabym czytać na okrągło ^^) czy też przez moje zamiłowanie do książek fantasy, zwłaszcza zahaczających o klimaty historycznej dawności. Bądź co bądź, zależało mi na jak najszybszym sięgnięciu po tę powieść. I na poziomie pomysłu mogę powiedzieć, że spełniła moje oczekiwania, a nawet wyszła nieznacznie poza ich granice. Dodam, że stawiając ją przy tytułach Kiery, ulokowałabym ją kilka stopni wyżej od "Następczyni", opowiadającej o losach córki Americi i Maxona. Jednak póki co "Jedynej" nie udało jej się przebić. Póki co.
Jak już wspomniałam wcześniej, powielony został jedynie motyw nastolatki z ubogiej rodziny. Sposoby pomocy swoim bliskim, droga głównej bohaterki zarówno w sposobie jak i formie opisu jest już odmienna. America miała wybór, alternatywę, ponadto doświadczała miłości, szczęścia. Co rzuciło mi się szczególnie w oczy w "Klejnocie" to beznadziejna sytuacja, z którą przyszło zmagać się młodej Violet. Autorka powieści w prostych zabiegach ilustruje czytelnikowi, w jak podłych czasach żyje dziewczyna, z czym wiąże się jej przyszłość. Dzień za dniem spędzany za kratami Magazynu. Jedynie kilka godzin na pożegnanie się z matką i rodzeństwem. Przejazd przez wszystkie kręgi Samotnego Miasta, stopniowo odsłaniające skrajne różnice między rodzinnym Bagnem, a niedostępnym dotychczas centrum świata: Klejnotem. Bezwzględna arystokracja traktująca swoich podwładnych jak niewiele znaczące przedmioty, zabawki na smyczy wysadzanej diamencikami. Razem z główną bohaterką odkrywamy po kolei wszystkie elementy tej przerażającej układanki. Nie wiem, na ile oddziałało to na wyobraźnię innych czytelników sięgających po tę książkę. W moim wypadku, nie potrzeba było licznych opisów przeżyć nastolatki, aby poczuć to, z czym walczyła od pierwszych momentów podróży w nieznane.

Bohaterowie:
Są bohaterki, których zachowanie drażni mnie bardziej od innych. Nie mam specjalnych wymogów, kryteriów bądź hierarchii wad: dopiero po ukazaniu osoby w całej okazałości, po przejściu z nią co najmniej kilku wydarzeń, mogę stwierdzić, czy byłabym w stanie przetrwać następnych kilkaset stron, parę tomów z jej udziałem. Zdarza się, że mam w tej sprawie gust zupełnie odmienny od innych recenzentów: postać powszechnie uważana za irytującą i nieznośną, w moich oczach wypada całkiem dobrze. I na to trudno jakkolwiek poradzić. Jeśli chodzi o Violet Lasting, której historia została zapisana na stronach pierwszego tomu serii.. The Lone City Samotne Miasto (obstawiam, że tak brzmi polska nazwa o:), narracja w jej wykonaniu przypadła mi do gustu. Bohaterka, jak to bywa w przypadku pierwszoosobówki, nie żałuje wyrażania emocji, opisu uczuć, które jej towarzyszą, wrażeń z miejsc, w których przebywa oraz ludzi, których widzi. Jej decyzje również nie wydawały się nieadekwatne do chwili bądź po prostu głupie. Nawet jeżeli nastolatce zdarzało się działać impulsywnie, bez dłuższego zastanowienia.. a właśnie! Czego oczekujemy po NASTOLATCE, bez wsparcia dorosłych, odpowiedzialnej, przyjaznej duszy? Choć pojawiały się wydarzenia, w których postąpiłabym inaczej, świadczyłoby to raczej o moim braku wrażliwości i chęci pomocy bliźniemu, aniżeli nieporadności surogatki. W związku z tym, można stwierdzić o pełnej poczytalności bohaterki. (Dobre i to na początek :D).
Kreacja głównej bohaterki nie pozostawia wiele do życzenia. Jak prezentuje się sytuacja z pozostałymi? Na pewno zostali oni częściowo zepchnięci na dalszy plan, gdyż charakter Violet skupia najwięcej uwagi. Mimo to, jesteśmy w stanie odszyfrować fragmenty osobowości takich postaci jak otoczona twardą skorupą Diuszesa Jeziora czy pozornie nieistotny dla przebiegu akcji Lucien, który, jak czuję, odegra jeszcze nie raz bardzo istotną rolę w historii Samotnego Miasta. Najmniej przypadł mi do gustu Ash - miły, przyjazny chłopak, towarzysz kuzynki Diuszesy, dla którego serce Violet również zabije w szybszym tempie. Niestety za brakło mi w nim większej dawki męskiego elementu. Ot, taki chłopaczek. (Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy, orły, sokoły, herosy? :D)

Fabuła:
Nie, moi drodzy. Na tym polu również trudno wyczuć zakamuflowane "Rywalki". Co jedynie, obie książki zawierają w sobie sporą porcję biegnącej akcji - fakt, tego nie można im odmówić. I chociaż jest ona budowana w podobny sposób: rozdziały kończą się w przełomowych momentach, można je przyrównać do siebie niezbyt obszerną objętością, poza tym to dwie różne historie, które mam nadzieję w kolejnych tomach jeszcze bardziej oddalą się od jednego schematu. W "Klejnocie" odnajduję ku temu predyspozycje.
Główny wątek, który jednocześnie czyni z tekstu powieść niespotykaną to problem surogacji - obowiązki i wyrzeczenia oraz przykra, krótka droga, wiążąca się z tą funkcją społeczną. Już od pierwszych stron otrzymujemy sporą dawkę informacji na temat procesu wychowywania surogatek, a w trakcie rozwijania się fabuły, wiedza nasza oraz Violet jest systematycznie poszerzana o kilka istotnych, acz niepokojących szczegółów dotyczących przyszłości dziewcząt. Przyznam szczerze, że to główny aspekt trzymający książkę w całości, nadający jej ciekawą formę, zatem wyróżniający od pozostałych dystopii. Samemu światu autorka poświęciła mniej uwagi i w następnej części liczę na obszerniejsze opisy Samotnego Miasta oraz poszczególnych jego kręgów.
Najwięcej czasu spędzamy z główną bohaterką oczywiście w posiadłości Diuszesy, jednak nie brakuje tam nowych zajęć, sekretów do odkrycia oraz sekretów do ukrycia. (Uwielbiam powieści z tajemnicami, wątkami kryminalnymi - ileż można wzdychać do chłopaków? :O). W międzyczasie znajdzie się okazja do poznania dam z sąsiednich domów, jak również samej Wybranki na balach, przyjęciach, herbatkach. Razem z Violet zostaniemy także wplątani w istny wyścig z czasem - która potomkini przyjdzie na świat jako pierwsza? Ach, to arystokratyczne życie!

Do końca..
Moją przygodę z "Klejnotem" przyrównałabym do pierwszego zauroczenia: subtelnego, niezależnego ode mnie, a przede wszystkim angażującego spore pokłady emocji, a przy tym zero rozumu. Jestem świadoma wad, które powieść Ewing niewątpliwie posiada - przede wszystkim daleko jej do obsypywanych nagrodami perełek literackich. Nie zmienia to faktu, że zakochałam się w historii zamkniętej w pięknej, fioletowo-pudrowej okładce, gdyż pozwoliła mi odpłynąć do zupełnie innego świata, zapomnieć o rzeczywistości i wyprzeć na chwilę targające moją głowę problemy na rzecz problemów Violet i jej sposobów walki z nimi. A jeśli chodzi o zestawienie "Klejnotu" z "Selekcją".. zdeterminowani na pewno znajdą w obu tytułach wiele elementów podobnych: kto szuka ten znajdzie. Ale zapewniam Was, że z plagiatem ma to niewiele wspólnego, a malutkie podobieństwa wcale nie przeszkadzają podczas lektury. Choć dla fanek Americi, Maxona i Aspena mógłby to być dodatkowy czynnik motywujący do sięgnięcia po pierwszy tom serii Samotne Miasto. Nawet jeśli nimi nie jesteście, ale chętnie sięgacie po fantastykę (szczypty magii - wręcz tej niespotykanej na co dzień - również się pojawiają!), dajcie szansę tej okrutnej, acz pochłaniającej baśni. Poczujcie ją, aby lepiej docenić to, co mamy w naszym świecie.

Prosto z książki...
"- A w moim zawodzie w ogóle nie wolno mówić - rzucam. - Tak więc jestem dla ciebie wymarzoną rozmówczynią. Możesz być ze mną szczery, a ja i tak nikomu nie powiem.
- Racja. - W mroku wyszczerzone zęby Asha nieomal świecą. - Tak naprawdę... nienawidzę awokado.
Parskam śmiechem.
- Co takiego?
- Awokado. Nie cierpię ich. Są oślizgłe i smakują jak mydło.
- Wcale nie smakują jak mydło. - Chichoczę. - Nienawidzę tego gorsetu - oznajmiam, dźgając upiorną konstrukcję palcem. - Dlaczego mężczyźni nie muszą nosić takich drucianych narzędzi tortur?
- Nie sądzę, żeby Diuk wyglądał w tym równie dobrze jak Ty." (str. 248)
"- Możesz spotkać się ze mną za kwadrans w bibliotece?
Gdyby poprosił mnie, bym stawiła się na Księżycu, popędziłabym pakować walizki.
- Tak.
- Bądź przy ostatniej półce po zachodniej stronie, niedaleko okna. Szukaj książki Cadmiuma Blake'a, "Eseje o zapylaniu krzyżowym borówek"." (str. 273)
"- Czego ci najbardziej brakuje? - pyta. To znaczy z poprzedniego życia.
- Rodziny. - Odstawiam zimną herbatę na stolik. - Zwłaszcza mojej młodszej siostry, Hazel. Ależ wyrosła! - Uśmiecham się smętnie. - Jest bardzo podobna do taty.
- A ty kogo przypominasz?
Parskam śmiechem.
- Nikogo. Tata zwykł żartować, że mama musiała wdać się w romans z mleczarzem." (str. 281/282)
"-Violet, nawet gdybyś miała szpotawą stopę i gdyby wyrosło ci trzecie oko, nadal bym cię chciał. Nie opowiadaj takich rzeczy, bo, jakby to ująć, nie jestem radośnie nieświadomy twojej pozycji w tym domu.
Przewracam oczyma.
- Eufemizmu nauczyli cię w szkole towarzyszy, czy taki się urodziłeś?" (str. 328)

Więcej zdjęć: