Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

wtorek, 19 stycznia 2016

Erika Johansen - Królowa Tearlingu

Liczba stron: 489
Wydawnictwo: Galeria Książki
Cena wydawnicza: 39,90zł
Cena nabycia: 23,60zł (Empik)


O czym książka?
Fantastyka w najczystszej, średniowiecznej postaci. Uwielbiam powieści osadzone w takich klimatach, głównie ze względu na fakt, iż dalej im do naszych czasów, mają w sobie więcej magii i tajemnicy niż dystopijne dystrykty, podziały na klasy, cyfry bądź kolory oraz tyrańskie rządy złego przywódcy. I nawet jeżeli faktycznie zawierają elementy fantastyczne, nieprawdopodobne zdarzenia, to w pewnym stopniu te kilkaset lat temu mogłyby stać się nawet.. reportażami? Bądź przynajmniej tekstami z gatunku literatury faktu. Średniowiecznej literatury faktu. Chyba dlatego sięgam po nie tak często.
Kelsea od kilkunastu lat zamieszkuje z przybranymi rodzicami Carlin oraz Bartym niewielką chatkę w lesie. Nikt nie wie, że to właśnie tam ukrywa się następczyni tronu Terlingu - zbyt ryzykowną byłaby ta informacja. W końcu, po ukończeniu przez dziewczynę 19 roku życia, do domu przybywają królewscy żołnierze, aby odeskortować ją do pałacu - miejsca, z którego rozpocznie swoje rządy, wypierając wuja-regenta. Niestety, sytuacja, która napawa ją wieloma obawami, staje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy okazuje się, że królestwo zostało całkowicie podporządkowane Czerwonej Królowej, władczyni sąsiedniego Mortsmene. Kelsea, pragnąca przede wszystkim poprawy życia społeczeństwa, decyduje się podjąć radykalne kroki, które postawią relacje obu krain na ostrzu.. miecza. 

Wygląd:
Dlaczego wszystkie książki nie są wydawane w ten sposób? Przepiękna okładka ze złotymi zdobieniami oraz ilustracją utrzymaną w odcieniach brązu, świetnie dopasowany do treści i grafiki tył z zachęcającym do lektury, dobrze wprowadzającym w akcję opisem, dokładnie dopracowane wizualnie wnętrze. Gdyby na rynku istniały tylko takie, porządne wydania, świat byłby lepszy.. (:D). Ponadto zakochałam się w tym lekko zagiętym w łuk, grzbiecie, który poza jednym, karygodnym defektem (Rozumiem logo wydawnictwa i tak dalej.. ale czy nie mogli jakoś go wkomponować w tło? Nie, damy biało-czerwone, chociaż żaden element na okładce w takich barwach się nie utrzymuje :C), prezentuje się na półce niczym.. sikorka wśród gołębi. (Nie uwłaczając przy tym szarym przyjaciołom z parków ^^). Aż trudno się zdecydować czy ustawić ją w biblioteczce z profilu czy może lepiej an face.
To co jest na zewnątrz wszyscy widzą, zatem dopowiem kilka słów na temat wnętrza pozycji. A co zawiera wydanie w środku? Poza literami oczywiście, znajdziemy tam ukochane, pożółcane strony o idealnej dla mnie grubości, iście królewskie ozdobniki przy numerach stron, przepiękną, złotą ilustrację na wklejce przedstawiającą dryfujące na morzu okręty, a także rozdziały rozpoczynane  tytułem w eleganckiej czcionce oraz fragmentem tekstu z tearlińskich ksiąg. Istny manuskrypt!

Koncepcja:
Wbrew pozorom, na pierwszy rzut oka, autorka nie częstuje nas pomysłem wymyślnym, niespotykanym. Daleko mu jednak także do przekombinowanego czy najzwyczajniej w świecie nudnego. Erika podjęła się bowiem napisania książki o władzy: jej zdobywaniu, próbach utrzymania, jak również działań na tym polu. A zdaję sobie sprawę, że jest to na tyle szeroki wątek, dający mnóstwo możliwości, że o ile zostanie właściwie i ciekawie rozbudowany, nikt nie ma prawa zgłaszać sprzeciwu.
Amerykańska pisarka jak najbardziej podołała postawionej sobie poprzeczce, dzięki czemu "Królowa Tearlingu" stanowi tak świetny kawałek fantastyki. I szczerze powiedziawszy, taki, z którym wcześniej nie przyszło mi się spotkać. A to nie może źle wróżyć.
Powieść pisana jest w całości w narracji trzecioosobowej, a wydarzenia czytelnik obserwuje z perspektywy nie tylko głównej bohaterki, ale również postaci, które miały z królową styczność wręcz minimalną: strażnikiem wrót czy nawet głównego adwersarza dziewczyny: Czerwonej Królowej. Chociaż momentami odbiera nam to zaskoczenie z obrotu spraw bądź pomniejsza zakres tajemnic, którymi moglibyśmy dysponować, z drugiej strony zostajemy obdarzeni znacznie szerszą perspektywą, dzięki czemu okazuje się np., że czarny charakter wcale nie jest taki, jakie zdanie o nim ma większość bohaterów czy chociażby mamy szansę dowiedzieć się, jak postrzegają młodą królową Tearlingu zwykli, prości ludzie, mieszkańcy królestwa.

Bohaterowie:
Aspekt, który ewentualnie udałoby się uznać za wadę to mnogość bohaterów. W tekście występuje ich co najmniej kilkunastu - i mowa tu o tych, którzy odgrywają w historii całkiem znaczącą rolę, wypowiadają się przynajmniej raz na kilkanaście stron. Uwłaczało to mojej pamięci, która lata świetności chyba ma jeszcze przed sobą, co powodowało niejednokrotne cofanie się do poprzednich rozdziałów w celu przypasowania imienia do postaci. Największy problem sprawili mi strażnicy królowej, strażnicy wrót, pojawiający się najczęściej w kilkuosobowych grupach. A jeśli dochodzi do tego fakt odmienności każdego imienia.. nie jest łatwo, ale z czasem przestajemy zauważać tę niedogodność i automatycznie wyobrażamy sobie odpowiednich ludzi.
Warto z kolei docenić autorkę za przedstawienie bardzo szeroko pojętej definicji przywódcy. Johansen wplotła bowiem w fabułę przeróżne osobowości, które dysponują w pewnym stopniu władzą, podejmują decyzję dotyczące podległych im ludzi. Kelsea, Czerwona Królowa, regent Thomas - wuj głównej bohaterki, Duch - najznamienitszy z tearlińskich przestępców, Buława - dowódca królewskiej straży, Thorne - pomysłodawca oraz główny nadzorca zsyłek ludzi do Mortsmene. Każdy z nich dzierży w swoich rękach berło, na pozór wyglądające inaczej: różniące się pełniącymi funkcjami, zakresem obowiązków. Tak naprawdę jednak, wszystkie podjęte przez owe postaci decyzje, kroki w w stronę określonych celów, kształtowały z nich niepowtarzalne charaktery panowania, często maskowane przez grę pozorów skutecznie oszukującą przeciwników.
Na koniec, kilka słów chciałabym poświęcić jeszcze głównej bohaterce - Kelsea. Jak na mój gust, dziewczyna idealnie nadaje się do roli, którą przyszykowała dla niej autorka. Młoda królowa, choć nie raz wykazuje się niedoświadczeniem, brakiem pewnych nawyków związanych z jej stanowiskiem, nadrabia braki odwagą, rezolutnością oraz zdecydowanym tonem. Pomimo wątpliwości, które momentami nachodzą jej myśli, Kelsea za wszelką cenę stara się tego nie okazywać na zewnątrz: jest władczynią, zatem musi sprawiać wrażenie pewnej siebie. Ponadto, nie może pozwolić sobie na potknięcia: zbyt wielu wrogów czyha na koronę oraz jej głowę. Nawet jeżeli zdarzają się akapity, świadczące o niej raczej jako o młodej, dojrzewającej dziewczynie, przeżywającej pierwsze zauroczenie, tęskniącej za przybranymi rodzicami, całą resztę stron przepełnia jej silna osobowość.

Fabuła:
Moim zdaniem, to nie jest książka na kilka godzin, jeden dzień. Chociaż nie brakuje jej dynamiki, zwrotów akcji, Erika postawiła na dopracowanie, szczegółowość oraz zrozumiały, ale stosunkowo bogaty język. Elementy te sprawiają, iż każde wydarzenie zostało przedstawione dokładnie, jako przepełnione detalami, które w istotny sposób znajdują zastosowanie w budowaniu świata przedstawionego: bohaterów, miejsc, historii Tearlingu. Dodatkowo, podczas lektury czytelnik często spotka się z zabiegiem ukazania jednej chwili, momentu z perspektywy kilku postaci. Tym sposobem, akcja staje się wielopoziomowa, bardzo często obracając nasze spojrzenie na opowieść o 180 stopni.
Ogółem mówiąc, powieść przedstawia kolejne etapy odzyskiwania władzy przez Kelsea: od momentu wyjechania z chatki Carlin i Barty'ego do stopniowego zaaklimatyzowania się w pałacu, w roli królowej. Można by powiedzieć, że z każdym kolejnym krokiem, stopniem przemierzanym przez dziewczynę, otwierają się nowe wątki, a z każdą podjętą przez nią decyzją, pojawiają się inne dylematy, problemy. Zwrotów akcji nie ma wiele, skupiamy się na procesie  Zatem o ile pomysł historii nie wymagał większych pokładów szarych komórek, o tyle zrealizowanie go, przeniesienie na karty powieści w takiej formie, jakiej podjęła się pisarka, szczerze podziwiam, gdyż musiał wiązać się z nakładem ciężkiej pracy. A przecież za to kochamy autorów najbardziej!
W historii oprócz losów Kelsea, przedstawionych jest także kilka innych wątków, które spodobały mi się mniej aniżeli bardziej. Niekoniecznie przypadł mi do gustu chociażby negatywny stosunek do religii, która w pewnym sensie mogłaby nawiązywać do wiary chrześcijańskiej, aczkolwiek w większym stopniu przypominającą tę ze średniowiecza poprzez ogromną rolę Kościoła: bogatego, posiadającego większą część królewskich dóbr oraz narzucającego wszystkim mieszkańcom swoje panowanie.
 Ponadto, zabrakło mi spontanicznego humoru - zabawnych uwag, słownych utarczek, które, moim zdaniem, idealnie odnalazłyby się w relacjach nastoletniej dziewczyny z grupą strzegących jej żołnierzy, a przede wszystkim na linii Kelsea-Buława. (Tyle ciętych uwag przychodziło mi do głowy! Aż szkoda, że nie zaczęłam ich dopisywać do dialogów w tekście :C).

Do końca..

"Królowa Tearlingu" to świetna porcja fantastyki: klasyczna, acz rozbudowana pod każdym względem,. Czytelnik sięgający po tę lekturę powinien od pierwszych stron wciągnąć się w lekturę i czerpać z niej prawdziwą przyjemność. Chociaż zdarzają się momenty wymagające większego skupienia niż przy popularnych młodzieżówkach, zdecydowanie są warte zachodu, gdyż to przeważnie one zaliczają się do wydarzeń charakterystycznych, które pamięta się dłużej niż dzień po skończeniu książki. Ja jestem jak najbardziej za i nieposkromioną ciekawością zasiądę do drugiego tomu: "Inwazji na Tearling" dostępnego na polskim rynku od 30 marca. I o ile autorka utrzyma poziom stylu oraz fabuły, w nasze ręce wpadnie kolejna perełka: fantastyczna pod każdym względem.

Prosto z książki...
"...stanęła w drzwiach biblioteki Carlin. Wzdłuż wszystkich ścian stały książki - Barty sam zbudował półki z tearlińskiego dębu i podarował je Carlin na gwiazdkę, gdy Kelsea miała cztery lata. Choć były to czasy, z których dziewczyna miała jeszcze niewiele wspomnień, ten dzień pamiętała jasno i wyraźnie: pomagała Carlin układać książki na półkach i nawet zapłakała, gdy kobieta nie pozwoliła jej ustawić ich według kolorów. Minęło wiele lat, lecz Kelsea wciąż kochała książki, uwielbiała patrzeć na nie, poustawiane jedna obok drugiej na swoich miejscach." (str. 16)
"Kelsea uważnie przyjrzała się książkom. Wyglądały dokładnie tak, jak zapamiętała je z biblioteki Carlin. Ktoś nawet zadał sobie trud, by ustawić je alfabetycznie, według nazwisk autorów. Wymieszali beletrystykę z literaturą faktu; Carlin pomstowałaby w niebogłosy." (str. 307).
"Czekają, aż zrobię coś niezwykłego, uświadomiła sobie. Teraz i każdego dnia przez resztę życia.
Ta myśl była przerażająca." (str. 152)
"Duch dał jej kilka pięknych spinek do włosów z ametystami w kształcie motyli. Musiała znowu umyć głowę, ale ze spinkami włosy wyglądały znośnie. Zastanawiała się, czy duch ukradł je prosto z fryzury jakiejś szlachcianki. Uśmiechnął się szerzej w lusterku i wiedziała, że odgadł jej myśli.
- Ale z Ciebie łotr - oznajmiła, zakładając ostatnią spinkę. - Powinnam podnieść nagrodę za twoją głowę.
- Podnieś. Będę jeszcze sławniejszy." (str. 109)
"Ale po co ktoś miałby tworzyć sztuczne wzgórze wewnątrz budynku?
Oczywiście ze względów obronnych, odpowiedziała Carlin. Myśl, Kelsea. Żeby przygotować się na dzień, gdy przyjdą do twierdzy z widłami po twoją głowę." (str. 265)

 Zdjęcia:



WyzwanieABC czytania

*** 
Czytaliście powieść Eriki Johansen? Co niej sądzicie?
I jeszcze nawiązując do nowego elementu postu: Lubicie czytać cytaty z recenzowanej książki?  Podoba Wam się takie urozmaicenie formy? Piszcie! :)