Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

czwartek, 7 stycznia 2016

Leigh Fallon - Córka żywiołu

Liczba stron: 316
Wydawnictwo: Galeria Książki
Cena wydawnicza: 34,90zł
Cena nabycia: 8,99zł (Biedronka)


O czym książka?
Jedna, dosyć przeciętna dziewczyna. Jeden, bardzo przystojny chłopak. Dorzućmy do tego jeszcze przeprowadzkę, jednego rodzica, dziwną rodzinę wyróżniającą się spośród mieszkańców miasteczka oraz "dziwne sytuacje", które dzieją się za ich udziałem. Proszę Państwa, Zmierzch powrócił! Pod nowym tytułem, aczkolwiek cała reszta to idealny cover klasyka z gatunku paranormal romance. 
Podczas wprowadzania Was w tajniki treści powinnam obawiać się zdradzenia Wam istotnych informacji, odkrytych tajemnic bądź szokującego zamieszczenia. Stety (a może i niestety) cała powieść jest jak powtórka z rozrywki, zatem nie ma sposobu, aby zniszczyć Wam przyjemność z lektury małymi spojlerami.
Megan przeprowadza się z tatą do Irlandii, gdzie dostał nową, dobrze zapowiadającą się, pracę. Dziewczynę męczą ciągłe wyjazdy, liczy, że w końcu będzie mogła zadomowić się gdzieś na stałe. Po raz kolejny przeżywa pierwszy dzień w nowej szkole, podczas którego od razu poznaje swoją przyszłą przyjaciółkę Caitlin, która wkręca ją do swojej paczki. Megan ciągnie jednak do tajemniczo-ponurego Adama DeRisa, obserwującego ją z ukrycia. Zupełnie jakby, nie wiadomo dlaczego, tę dwójkę coś ze sobą łączyło. Trudno wyobrazić sobie jaki sekret ukrywa chłopak razem ze swoją rodziną...

Wygląd:

Chyba upłynie jeszcze co najmniej kilkanaście lat zanim graficy dojdą do wniosku, że postaci ludzkie na okładki książek się po prostu nie nadają. Nawet, a raczej zwłaszcza, gdy połączy się je z rzucającą się w oczy grafiką komputerową, w postaci np. rozlanej, niebieskiej farby kapiącej z sukni modelki. Pomysł jak najbardziej warto pochwalić, szczególnie, że po chwili namysłu, można znaleźć w nim nawiązanie do treści powieści, ale wykonaniu, mimo wszystko, brakuje.. polotu. 
Natomiast tytuł częściowo odwraca uwagę od fotografii - chociaż tyle. Czarno-białe, wypukłe literki nie odstają od pozostałych elementów, aczkolwiek nie giną w tłumie, pozostając na swoim, głównym miejscu. Z tyłu, zdecydowano się na prosty układ: czarne literki na szarym, "zachmurzonym" tle i niewielkim serduszku, wykonanym z tej samej niebieskiej farby, co przód okładki. (Tak, zdaję sobie sprawę, że najprawdopodobniej autorom chodziło o ukazanie mocy powietrza. Trudno, w moim mniemaniu dalej pozostanie to nazwane farbą. :|). Taki uporządkowany, niewyszukany styl lubię, gdyż koncentruje się na treści, na książce, zamiast odbiegać w zupełnie inne zakątki.

Koncepcja:
Kilka słów mojej opinii o pomyśle, zdążyłam już wpleść w opis fabuły. I tej strony będę trzymać się dalej. Po prostu: koncepcja leży. Oczywiście, nie chcę w tym momencie krytykować sagę Stephanie Meyer, w której swoimi czasy się zaczytywałam i do tej pory chętnie przypominam sobie fragmenty tych powieści. Są zwolennicy, są przeciwnicy, ale są i ci, którzy mają do serii sentyment. Stąd też, jestem niezadowolona z tak wielu powtórzeń,  które odnaleźć można na co drugiej stronie "Córki żywiołu". Powiedziałabym, że każdy czytelnik Zmierzchu nic nie straci, rozpoczynając lekturę od drugiej połowy pozycji Leigh Fallon. Dopiero w tym momencie zaczyna się akcja, która faktycznie byłaby materiałem na wciągający, lekki młodzieżowy romans z chwilami napięcia, głównie za sprawą wątku starożytnych mocy drzemiących w nastolatkach. I teraz jestem w stanie z przyjemnością autorkę pochwalić. Pisarka bez dwóch zdań postarała się w tworzeniu teorii o Naznaczonych, Nosicielkach Znaku  oraz potomkach królewskiej krwi. Chociaż zabrakło mi kilku szczegółów, znalazłabym pytania, na których odpowiedzi nie zostały zawarte w powieści, mam nadzieję, że kolejne tomy rozwiewają wszelkie wątpliwości. Wątek żywiołów wyróżnia bowiem książkę, stanowiąc podwaliny dobrej, historii z nutą fantastyki, przygody i tajemnicy.

Bohaterowie:
Od pochwał do krytyki, wachluję w tej recenzji plusami i minusami, nie mogąc wypośrodkować mojej opinii w jednym kierunku. Ale cóż mam poradzić na kolejny, niedopracowany aspekt historii? Zaczynając od postaci, która towarzyszyła nam przez wszystkie wydarzenia, gdyż była ich narratorką.. Megan. W gruncie rzeczy, jej imię musiałam sprawdzić na odwrocie okładki, gdyż ani trochę nie wpisało mi się w pamięć. (Możliwe, że mój umysł wypierający istotne informacje do zapamiętania maczał w tym palce :|). Istnieje również druga opcja: główna bohaterka to kolejna, płaska postać, istniejąca głównie po to, aby akcja płynęła sobie swoim życiem. Ach, nie zapominajmy o iście pamiętnikowych wstawkach, jak ta poniżej:

Zeszłam na dół i oto stał już w moim salonie w całej swojej okazałości. Moje wspomnienia jego twarzy zupełnie nie dorastały do oryginału. W rzeczywistości był jeszcze przystojniejszy. (Jeszcze przystojniejszy! Dacie głowę?). Miał na sobie dżinsy i czarny sweter, którego rękawy zakasał tak, że widać było opalone, umięśnione przedramiona. Każdy cal jego osoby był po prostu naturalnie piękny, nawet jego ciuchy i te potargane ciemne włosy. (str.107-108)
Naturalnie piękne ciuchy! I te naturalnie piękne potargane ciemne włosy! Naturalna piękność, po prostu! Oj lubię, gdy autorzy wplatają w treść swoich dzieł spore dawki humoru. Wracając do bohaterów, przejdźmy teraz do drugiej postaci, której obecność została poruszona w cytacie: Adam DeRis. (Mogę krytykować ich zachowania i opisy, ale nazwisko serio mi się podoba! Prawie, jak.. Cruela De Mon z "Dalmatyńczyków" ^^). W rzeczywistym świecie tak brakuje idealnych chłopaków, których deficyt zauważa połowa dziewczyn w wieku nastoletnim. Cóż za ironia, że w świecie literatury jest ich aż za dużo. Adam idealnie nada się do tego "klubu przystojnych" - wyróżniać będzie go jedynie moc wody, którą włada całkiem sprytnie, jednocześnie przysparzając nią sobie czasem nie lada kłopotów.
Nad pozostałymi bohaterami raczej też nie ma co się rozwarstwiać: co najwyżej Aine z rodziny DeRisów - jedyna żeńska reprezentantka z czwórki rodzeństw, zasługuje na kilka zdań. Wydaje mi się, że tylko ona wprowadzała do historii optymizm i normalność, spuszczając nieco powietrza z tonu grozy oraz powagi sytuacji, którą stanowiła zagłada świata przez dwójkę, kochających się nastolatków. 

Fabuła:
Chyba pierwszy raz zawrę w recenzji tego typu zarzut: szybki dynamizm. Brzmi komicznie, ale podczas lektury naprawdę doskwierała mi zbyt gwałtownie rozwijająca się akcja. Odnosiłam wrażenie, jakby autorce zależało jedynie na skończeniu książki nim jeszcze zdążyła się dobrze zacząć. Ledwo Megan dojechała do tej Irlandii, miejsca akcji powieści, już idzie na pierwszy dzień do szkoły, chwilę potem dostrzega w tłumie uczniów Adama, dziwi się mu, potem się go boi, a potem, jak grom z jasnego nieba, spada miłość. Nawet jeżeli gdzieś w tekście Fallon zawarła sformułowania określające odległości czasowe między wydarzeniami, w przeciągu kilku stron główni bohaterowie są już parą, całując się pod osłoną drzew na imprezie ogniskowej. "Córka żywiołu" jako przyspieszony kurs zdobywania chłopaka: 4 kartki i po krzyku. 
Znów podzielę treść na dwie części: pierwszą oraz drugą połowę książki. O ile wszystkie złośliwe komentarze, krytykę odnoszę w większej mierze do początku historii, pozostała partia przędzie znacznie lepiej. Chociaż w dalszym ciągu akcję bym zwolniła, otrzymujemy ciekawszą porcję wydarzeń i zwrotów akcji: pojawia się wyjazd do Trinity College w Dublinie, romantyczny rejs jachtem, szkolenie Megan. Zakończenie zadowoliło mnie na tyle dostatecznie, iż w ogólnej opinii "Córka.." nie wypada aż tak źle.

Do końca..
Pozostaje rozwiązać dylemat: polecić czy nie polecić? Wątpię, abyście poszli na układ: przeczytajcie jedynie drugą połowę, a się nie zawiedziecie. (Nie jestem także pewna, czy sprzedawca w księgarni sprzeda Wam jedynie ostatnie 150 stron :C). Decyzję pozostawię zatem Wam. Kto chce, niech próbuje, a po lekturze podzieli się swoimi doświadczeniami. W mojej opinii, powieść Leigh Fallon zalicza się do tych "średniaków", po które chętnie sięga się, gdy nie mamy pod ręką niczego lepszego, ale mimo wszystko chcemy spędzić wolny czas na czytaniu, poznawaniu kolejnych historii. W następne tomy, póki co, nie mam zamiaru się zaopatrywać, ale ten, który posiadam, odłożę na swoją biblioteczkę, a za czas jakiś, przykładowo w wakacje, spróbuję powrócić do losów Megan i Adama, licząc na magiczny sposób odmienienia się treści. Na plus, rzecz jasna. Z winem działa, czemu w przypadku książki miałoby coś pójść nie tak?

 Zdjęcia:



WyzwanieABC czytania

***

Czytaliście ten tom? A może całą serię? Znacie podobne tytuły, które również posiadają niespodziewaną ilość powtórzeń treści z innych książek? Piszcie! :)