Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

wtorek, 3 listopada 2015

Stephanie Perkins - Anna i pocałunek w Paryżu

Liczba stron: 319
Wydawnictwo: Amber
Cena wydawnicza: 32,80 zł
Cena nabycia: 9,99zł (Matras)

O czym książka?
Jak już wskazuje sam, niezbyt wyrafinowany tytuł, mamy do czynienia z romansem. Zerkając na okładkę, możemy wnioskować, iż jest to powieść dla młodzieży, z gatunku Young Adult. A czytając rekomendację portalu Goodreads o "jednej z najlepszych powieści o miłości wszechczasów", utwierdzamy się w przekonaniu, że książka stanowi strzał w dziesiątkę. Może tylko po odwróceniu pozycji, nasze wątpliwości nie bez powodu wzbudza uplasowanie się w kategorii dobrych książek na 5. miejscu, między "Greyem", a "Przeminęło z wiatrem". I nasuwa się pytanie: co jest na 4., a co na 6.? (:D)
Przyznaję się bez bicia, że mój egzemplarz zamówiłam, gdy tylko ujrzałam go przecenionego na stronie internetowej księgarni Matrasu. Uwielbiam wychwytywać takie promocyjne perełki, zwłaszcza, jeśli sporo się o nich wcześniej słyszało. Sporo dobrego, warto podkreślić. Ale czy sama fabuła warta jest podjęcia się czytania "Anny.."?
Jak to bywa w romansach, powieść pisana oczami nastoletniej Anny Oliphant stanowi swoisty pamiętnik głównej bohaterki, zawierający relację i jej wynurzenia z "niespodziankowego" wyjazdu do Paryża zorganizowanego przez jej ojca, znanego pisarza. Aby dodać nutę dramatyzmu, dziewczynie ani się śni być zadowolonej z prezentu, gdyż musi opuścić swoją rodzinną Amerykę, aby zamieszkać sama na drugim kontynencie, oddalonym od domu sporą ilością wody. W akademiku, który na czas nauki staje się jej miejscem zamieszkania, poznaje grupę przyjaciół: poczynając na Meredith, Joshu oraz Rashmi, a kończąc na źródle wszelkich książkowych zawirowań: St. Clairze. Etiennie St. Clairze.

Wygląd:
Na pozór, okładka nie wzbudzała moich  ochów i achów bądź kilkugodzinnych wpatrywań się w nią z nieposkromionym zachwytem. Mamy ławkę, mamy dziewczynę, dwie dłonie i.. ramię. Ale dlaczego samo ramię? Moim zdaniem, fotografia zyskałaby na wartości mnóstwo, gdyby role się odwróciły i widzielibyśmy twarz przystojnego St.Claira zamiast szczerzącej się Anny. Już pomijając fakt, iż nie lubię, gdy wydawcy serwują nam wygląd bohaterów na okładkach. Gdyby tym bohaterem był Etienne, nawet nie zgłaszałabym sprzeciwów. W takim jednak wypadku, czuję się niezadowolona. I wielce zawiedziona. (:C)
Poza tymi feralnymi postaciami, sama w sobie ilustracja dalej nie jest rewelacyjnie oryginalna. Jest wieża Eiffla. Bo Paryż, to wiadomo, że gdzieś tam ten zabytek wszechczasów umieszczą. Jest Anna, bo i w tytule takowa panna się znajduje. Brakuje tylko pocałunku, ale zamiast tego mamy ławkę, co może i faktycznie stanowi lepsze rozwiązanie.
Trudno przegapić jednak liczne pochwały i pozytywne słowa zdobiące tylną stronę pozycji. Cytaty z Amazona, MTV i wspomnianego już wcześniej Goodreadsa, mimo wszystko sugerują, że warto lekturą się zainteresować. A choć ja raczej nie decyduję się na zakup książki ze względu na takie rekomendacje, w tym wypadku, z częścią bez dwóch zdań mogę się zgodzić.
Wewnątrz, na czytelnika czekają utrzymane w motywie okładkowym skrzydełka z ogólnym opisem fabuły oraz kilkoma informacjami o autorce, i wiele (bo aż 300 :|) pożółcanych stron, pogrupowanych na 46 niezbyt długich rozdziałów.
Wadą techniczną, na którą muszę zwrócić uwagę, gdyż bardzo dała mi się we znaki to mało odporny na zabrudzenia papier okładki. Co prawda, nie wycierałam w niego rąk po obiedzie, ale to i tak nie zmienia faktu, iż brud przykleja się do niego wyjątkowo nieznośnie. 1/4 gumki zmarnowałam, aby wytrzeć szaro-brązowe smugi z wieży Eiffla. 1/4! 

Koncepcja:
Ależ głupio zabrzmi to, co teraz powiem. Aż mi wstyd. Ale nie będę Was oszukiwać, że książka wzbudziła moje zainteresowanie głęboką, niepowtarzalną historią, posplatanymi ze sobą, barwnymi wątkami oraz wielopłaszczyznowym przekazem. Przecież to nawet brzmi nierealnie. Nasłuchałam się kilku dobrych słów, to i nawet nie czytając dokładnie opisu, stwierdziłam, że książka mi się spodoba. I przez pierwszych ok. 50 stron, wyrzucałam sobie własną głupotę. Bowiem pomysł, który wyróżniałby "Annę.." spośród innych romantycznych młodzieżówek, dostrzegłam dopiero.. mniej więcej koło 8 rozdziału. Wcześniej naprawdę ogarniał mnie strach na myśl, że wpakowałam się w kolejny płytki związek, na który składają się tylko całusy i objęcia. A tu taka niespodzianka! Kto by się spodziewał, że pierwszy pocałunek otrzymamy na 268 stronie? Biorąc pod uwagę 318 posiadanych do dyspozycji, to prawdziwe osiągnięcie.
Aspekt, który mnie również naprawdę oczarował to sam Paryż. Sposób, w jaki autorka podjęła się opisania go, przybliżenia czytelnikowi jego nastroju, wyglądu, kultury. Otrzymujemy naprawdę sporą dawkę francuskiego życia: poczynając od menu z paryskiego akademika, a kończąc na zwiedzanych przez głównych bohaterów znanych zabytkach: katedrze Notre Dame, Luwrze. Nawet spacer pary nad Sekwaną dostarcza czytelnikowi wielu przeżyć i możliwości wejścia w prawdziwą, francuską atmosferę.

Bohaterowie:
Chociaż klimat mamy, wciąż brakuje ludzi, którzy by go podbudowywali, uzupełnili. Powieść we Francji, a wśród postaci nie doświadczymy ani jednego ważniejszego kontaktu z Francuzem. Toż to jakiś absurd! W zamian niby dostajemy mieszkankę amerykańskiego pochodzenia, brytyjskiego akcentu i francuskiego uroku w postaci St. Claira, ale to nie to samo, co rodowity Paryżanin w berecie, wcinający croissanta. (:C)
Powracając do głównych bohaterów, a konkretniej autorki wszystkich wydarzeń: Anny. Niczym odkrywczym będzie, jeśli określę ją jazko sympatyczną, młodą dziewczynę, która zakochuje się najpierw w jednym, nieodpowiednim facecie, a potem w drugim. I w sumie zdołałabym jeszcze kilka jej cech charakteru wymienić, ale i tak wszystko to prowadzi do typowej, amerykańskiej nastolatki, pojawiającej się w powieściach.  Troszkę niezdecydowana, z nutą charakterku, wzbogacającego treść o zabawne sytuacje, dialogi. A jedyną jej charakterystyczną zaletą, dokładniej zainteresowaniem , który poniekąd nas łączy są recenzje. Tak, Anna również publikuje na swoim blogu recenzje. Co prawda, jej posty wypełniają filmy, a nie książki, ale sam fakt, iż mogę znaleźć w niej cząstkę siebie, dodawał jej kilka plusów do osobowości.
Z kolei Etienne.. różni się nieco od typowego, amerykańskiego nastolatka. Bowiem ma on dziewczynę. I nie, nie jest nią Anna. Jego połówka nazywa się Ellie i wbrew pozorom, ich związek  trwa prawie do końca powieści. Co zatem klasyfikuje St. Claira do kategorii chłopaków, z którymi trzeba uważać. (Gra na dwa fronty jeszcze żadnemu nie wyszła na dobre :| ). Oczywiście, nieco przesadzam (ale dziewczyny, i tak miejcie się na baczności!), gdyż, jak się później okazuje... okaże się... a z resztą, nie zdradzę, co się okaże, gdyż sami powinniście się o tym dowiedzieć już bezpośrednio z kart książki. (Limo - mistrzyni budowania napięcia :|). W każdym razie, relacja między Etiennem i Anną ma charakter nieco hm..  zakazany i chociaż nie muszą niczym Romeo i Julia spotykać się w nocy pod balkonem to i tak nikt nie powinien dowiedzieć się, że są razem. A biorąc pod uwagę fakt, iż z jednej strony mamy Ellie, a z drugiej paczkę ich wspólnych przyjaciół w tym m.in. również zakochaną w St. Clairu Meredith, będącą przyjaciółką Anny.. oj, będzie gorąco.

Fabuła:
Żywa. Bogata w wydarzenia. I bardzo emocjonująca. Od momentu przylecenia Anny do Paryża akcja rozwija się i rozwija. W tym samym tempie rozkwita relacja między parą, która przeżywa wzloty i upadki, kłótnie i wspólne spacery, ciche dni oraz chwile 'tylko we dwoje' w pustym akademiku. Stephenie nie daje nam chwili wytchnienia na żale, wyrzuty i wahania głównej bohaterki wypełniających niezliczoną ilość kartek, gdyż tak naprawdę mamy ich ograniczoną ilość.
Autorce udało się wpleść także wątek związany z tęsknotą za rodziną, powracające wspomnienia z 'dawnego życia', plany Anny, niestety już nie do zrealizowania ze względu na zmieniające się okoliczności. Miejsce na stronach powieści znajdują również kłopoty rodzinne, trudne sytuacje, z którym przychodzi się zmierzyć bohaterom, z którymi muszą sobie poradzić mimo młodego wieku. Sam fakt, iż losy bohaterów nie ograniczają się do miłości sprawia, że pozycja wiele zyskuje. I czyta się ją jeszcze przyjemniej, gdyż jest bliższa czytelnikowi. Przecież nie samą miłością żyje człowiek!
Jak to zazwyczaj bywa, fabułę dynamizują dialogi, stanowiące mniej więcej 1/3 stron. Można je uznać za kolejny atut dzieła Perkins, gdyż są naturalne, prawdziwe, przepełnione emocjami, zwłaszcza humorem. Lekkim, różnorodnym, a przede wszystkim: zabawnym!
A gdy brakuje zwrotów akcji, nie brakuje opisów. Ale nie tych nudnych, przydługich i ciągnących się. Jak już wcześniej wspomniałam, na ponad 300 stronach powieści, Stephenie zawarła Francję w pigułce, która właśnie za sprawą prostych, ale dokładnych opisów, daje wrażenie bliższej niż nam się wydaje. Trochę zwiedzania, trochę podziwiania, a to wszystko jako tło świetnej, romantycznej historii!

Do końca..
Opisywałam, wypisywałam, to recenzję zakończę krótko i zwięźle. Co tu dużo mówić: "Anna i pocałunek w Paryżu" to urocza powieść o barwnej, acz naturalnej miłości, wyciągająca nas z domowego zacisza do tętniącego życiem i otaczającą historią, Paryża. Chociaż merytorycznie książka ma kilka wad, garstkę niedoskonałości wręcz standardowych dla powieści młodzieżowych, to bez problemu można je pominąć i śmiało cieszyć się z niesamowitej przygody zaserwowanej nam przez Stephenie Perkins. I kropka.




Więcej zdjęć: