Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

niedziela, 4 października 2015

Michael Crichton - Park Jurajski

Liczba stron: 510
Wydawnictwo: Dream Books
Cena wydawnicza: 39,90 zł
Cena nabycia: 25,99 zł (Biedronka)


O czym książka?
A o takim tam zoo na kostarykańskiej wyspie. Nic specjalnego. Ledwo kilkanaście wybiegów, jeden hotel, jedna atrakcja turystyczna w postaci niedopracowanej trasy jeepowej. Na dodatek ciągle pojawiające się nowe usterki oraz wadliwe ogrodzenia. Szczerze powiedziawszy nie wiem, na co liczył John Hammond, kreator tegoż parku, ale kasy to by z tego chyba dużo nie miał. No chyba, że weźmiemy pod uwagę jeszcze jeden, drobny, wręcz nic nieznaczący aspekt wyspy: lokatorów. Bo w sumie.. nie na co dzień widuje się stada dinozaurów spacerujących po łąkach i dolinach, nie? A tutaj, 238 osobników. I to na dodatek same samice! Zero facetów! Tak idealnego społeczeństwa jeszcze świat nie widział. (:D).
Do tego odizolowanego świata, przybywa Alan Grant - znany archeolog, który wraz ze swoją pomocnicą Ellie zostaje zaproszony na obejrzenie parku przed otwarciem. Taki pokaz przedpremierowy. Szkoda tylko, że ten pokaz szybko zamienia się w kino 10D. Bo tak właśnie się dzieje, gdy pojawiają się zwierzęta niemające prawa istnieć.  

Wygląd:
Z góry uprzedzę, że oceniam wygląd okładki najnowszego wydania, bodajże z 2015r., które pojawiło się przed premierą filmu 'Jurassic World'. I mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że dla mnie wygląd jest genialny. Prosta, wyrazista, wyróżniająca się w tłumie grzbietów jak i okładek. Postawiono na minimum kolorów: czarny, czerwony i biały. Co prawda, uwielbiam wesołe barwy napawające optymizmem jak cytrynowy czy limonkowy (^^), to w tym wypadku raczej by się nie sprawdziły. No niestety. Bądź co bądź. Jedyny stricte graficzny element to logo parku z nazwą zachowaną w oryginale, co, przynajmniej moim zdaniem, nadaje szczypty autentyczności do historii. Czerwony, skontrastowany grzbiecik nie niszczy się (a przynajmniej nie zrobił tego podczas kilkudniowej lektury książki, za co jestem mu serdecznie wdzięczna c:). Wszystkie litery odcinają się od tła inną fakturą, 'śliskością' (jak ja bym nazwała to zjawisko :D). A na koniec mój ulubiony punkcik programu czyli dwa drapnięcia tylnej strony okładki. Co prawda, bardzo nie lubię, gdy ktoś bezczelnie dewastuje me książki, ale w tym wypadku.. no podaruję. Wyjątkowo. (:|). 

Koncepcja:
Nie ma co ukrywać, iż autorzy nie lubią dinozaurów. A przynajmniej niechętnie umieszczają ich w swoich powieściach. Dlaczego? Nie wiem. Chyba po prostu to też trzeba umieć. Dinozaur - kawał zwierza, nie tak łatwo go okiełznać, zachowując przy tym naturalne zachowania. Zwłaszcza na kartce papieru. Właśnie z tego powodu, składam ukłon w stronę Crichtona. Do samej ziemi. Czymś wielkim jest wykreowanie tak genialnej historii, która wbrew pozorom, nie jest skomplikowaną, a tym bardziej niezrozumiałą. Poprzez sam fakt wykorzystania prehistorycznych potworów aż do połączenia tego z porządnie zbudowaną, naukową otoczką oraz niesamowicie realistycznymi opisami akcji. Te trzy elementy stanowią trzon powieści, wybraniający całą treść. 
Wiadomo: gdy człowiek czymś się interesuje, to i przyswajanie informacji na dany temat wydaje się być banalnie proste, stanowi przyjemność samą w sobie. Jakim pasjonatem zatem musiał być Michael skoro poza fascynującą fabułą, 'Park Jurajski' stanowi istne kompendium wiedzy o świecie sprzed 65 mln lat. Dostajemy wplecione w tekst wiadomości o poszczególnych gatunkach dinozaurów, które wraz z opisem wyglądu, stanowią wręcz encyklopedyczną notkę. Co zabawne, sami, za pomocą własnej wyobraźni, posługując się wyłącznie tekstem, tworzymy obraz zwierząt. A najfajniejszy z tego wszystkiego jest moment, gdy wyszukujemy w Google Grafika ilustrację przedstawiającą danego osobnika i co? I zgadza się z tą, którą 'namalowaliśmy' w naszych głowach. 
Jednym słowem: aby stworzyć taką powieść musiałabym chyba przesiedzieć przed czystą kartką od jury po czasy współczesne. A Crichton? W 1990 pierwsza część, w 1995 druga. Nic tylko zazdrościć.


Bohaterowie:
Hm.. To jedyny element 'Parku' stojący na ciut niższym szczeblu od pozostałych. Rzecz jasna, wykreowani zostali dobrze, mieli swoje, jako takie charaktery, szczególne cechy, zachowania. Zabrakło mi natomiast jakiś konkretnych osobowości, które można by było z książką Crichtona kojarzyć. Postaci, którą bez dwóch zdań mianowałabym moim literackim faworytem. 
Pojawia się Alan Grant, najbliższy oczekiwaniom, jakie pokładałam w bohaterach. Archeolog, zdeterminowany, zafascynowany swoją pracą, dążący do jak największych sukcesów w swojej dziedzinie, które niewątpliwie osiąga. Nie raz widać jego zamiłowanie dinozaurami podczas obserwacji zwierząt w parku. Nawet gdy uciekał przed tyranozaurem, potrafił zanotować w pamięci istotne informacje przydatne podczas prac archeologicznych. To dopiero profesjonalista! (:D)
Reszta postaci chwilami stapiała się mi w jedną masę. Przyłapywałam się na chwilkach, gdy wertowałam strony w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania: 'A ten to kto?','No kim on był, no?'. Zwłaszcza problem stanowiło dla mnie połączenie nazwiska do imienia. Gdy poczyniłam taki postęp, lektura poszła jak z górki. 

Fabuła:
Ohoho! Aż trudno się wysłowić. To trzeba zobaczyć, to trzeba przeczytać. I tyle. Jeśli chodzi o fabułę, to w tej książce odnalazłam jej idealny schemat dla mnie. Takie powieści mogłabym czytać bez ustanku, nie nudząc się ani na minutkę. Jak to wygląda? Najprościej mówiąc: zaczyna się niewinnie, luzik-bluesik. Nagle dowiadujemy się o atakach krwiożerczych jaszczurek. Śmiejecie się? Żeby Wam mina nie zrzedła, bo to dopiero początek. Przerzucamy się już do prawdziwej historii. Tu również pierwsze strony mogą się wydać ciut niemrawe (nie wiadomo 'o co kaman', jakby to powiedziała nowoczesna młodzież :| ).  Ale, ale! Otrzymujemy ofertę lotu na egzotyczną wyspę, na której powstaje jedyny w swoim rodzaju park rozrywki! Co robimy? No, jedziemy, jak inaczej? Na dodatek, za friko możemy sobie wszystko pooglądać, niby to jako 'profesjonalista' ocenić, doradzić. Będzie zabawa! Jednak wakacje szybko się kończą, gdyż postanawiają zabalować inni lokatorzy kurortu. Aj, zaczyna się jazda! Środek głuszy, noc, burza. Żadne środki komunikacji nie działają, jesteśmy sobie w jeepie, który przestał jechać i dalej nie pojedzie. Prąd wysiada, a więc ten w ogrodzeniach również nie płynie. Czas otworzyć główną atrakcję pt. "Kto zje mnie pierwszy?" (Przepraszam za ten makabryczny żarcik :D).
Oczywiście z ogromną przyjemnością bym dokończyła opisywać fabułę, ale chciałam jedynie rozgrzać atmosferę, abyście z większą chęcią sięgnęli do książki. Bo to co Wam zaserwowałam przed chwilą to jedynie przedsmak przedsmaku tego, co dzieje się dalej i jak autor buduje tę historię. Ogromna ilość dynamicznych momentów, podnoszących ciśnienie niczym wiatr piórko. Wielokrotne przemycanie różnorakich teorii z dziedziny archeologii, biotechnologii. Nic tylko zastanawiać się, czy to mogłoby zdarzyć się naprawdę.. 

Do końca..
Rekomendacje wydawców gazet takich jak Los Angeles Times czy The Detroit News nie kłamią. Sama z chęcią bym się do nich dopisała. Książka to jedyna w swoim rodzaju historia, której nikomu nigdy nie uda się przebić. Dlaczego? Nie tylko ze względu na świetny, plastyczny język autora czy wykorzystanie zwierząt jakimi są dinozaurami. Nietrudna sztuka stworzyć kilka podobnych powieści. Ale zaopatrzyć treść w taki ogrom informacji, wiedzy i połączyć to jeszcze z dynamiką oraz wielorakimi emocjami? Nie pozostaje mi nic innego, jak odstawić 'Park Jurajski' na oświetlony postumencik, po czym udać się na polowanie drugiego tomu Crichtona z serii prehistorycznych. Do tej pory dinozaury znacząco mijały się z 'moją bajką'. Po lekturze powieści Michaela czuję, że wyprawa do takiego parku stałaby się wymarzoną, niezapomnianą przygodą. Oczywiście, jeśli wszystko działałoby już jak trzeba. (Aż taką desperatką nie jestem :D)





Więcej zdjęć: