Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

wtorek, 22 września 2015

Salla Simukka - Czerwone jak krew

Tę książkę kupiłam mniej więcej na początku lipca. Przeczytałam w sierpniu. A recenzuję we wrześniu. ( :D). Drugi tom, zamówiony w tym samym czasie, jeszcze czeka nietknięty na półce. I chyba kilka tygodni tam jeszcze spędzi, gdyż coraz więcej coraz ciekawszych książek przybywa. Szkoda jedynie, że nie dorzucają w gratisie od dwóch do pięciu godzinek na spokojny relaks i odprężenie z lekturką. (:c)

Liczba stron: 253
Wydawnictwo: YA!
Cena wydawnicza: 34,90 zł
Cena nabycia: 9,99zł (Świat Książki)
Seria: Lumikki Anderson
Tom: I


O czym książka?
O tej książce słyszałam naprawdę sporo. Ponoć jest to nowa wersja królewny Śnieżki. Niestety, rozczaruję Was: nie. Księżniczki tu nie znajdziemy, krasnoludków tym bardziej. (Też uważam, że szkoda :c). Mamy za to aspołeczną nastolatkę, handel narkotykowy i sporo zagadek do rozwiązania razem z główną bohaterką. Jednym słowem: młodzieżowy kryminał jak się patrzy. Choć tych również na czytelniczym rynku nie brakuje, fiński klimat, którym emanuje powieść, wyróżnia trylogię i to na plus. Bo jak inaczej przedstawić historię o zakrwawionych banknotach odnalezionych przez Lumikki w szkolnej ciemni, nie zanurzając jej w skandynawskim chłodzie, ciemności i napięciu? Mogę zaręczyć, że się nie da.

Wygląd:
Będą pochwały, ale i będzie krytyka. Chcąc nie chcąc, oprawa graficzna spodobała mi się naprawdę w 99%. Przemyślana, przyciągająca wzrok, dobrze wykonana. Wykorzystanie tylko trzech barw: czerwieni, bieli i czerni, nawiązuje do kolejnych tytułów trylogii i nadaje jej charakterystyczność połączoną z wyróżnianiem się na Limonkowej półeczce (^^). Co prawda, porównując okładki, 'Czerwone jak krew' pod tym względem, na pierwszym miejscu się nie znajdzie, ale ma w sobie to 'coś', co można wyłącznie chwalić. Znów się jedynie doczepię krwi. Tak, jakaś część mojej osoby wzburza się wewnętrznie za każdym razem, gdy widzi na okładce ten płyn ustrojowy. Ale czy tylko mnie się wydaje, że ona nie pasuje do ilustracji? Nie to, że stanowi jedyny element wypukły, przez co rzuca się w oczy jeszcze bardziej, to po raz kolejny, wygląda jak nakapany kleks z atramentu. Muszę poszukać innych pozycji z krwią i sprawdzić, czy to po prostu brak możliwości alternatywnego jej przedstawienia, czy też taki był po prostu celowy zamysł grafika. No, ale, że tytuł jest taki, to i krew być musi, więc aż tak znęcać się nie będę. 
Wewnątrz spotkamy i skrzydełka, i podział treści na dni, i nawet ciemne znaczniki stron, uzupełniające wygląd książki. Cieszę się, że został on dopracowany do takiego stopnia, bo zawsze przyjemnie trzymać w dłoniach porządnie wykonane wydanie.

Koncepcja:
A tu Was zaskoczę, mówiąc iż pomysł na książkę nie jest aż tak oryginalny, jak byśmy się tego wszyscy spodziewali. Oczywiście, elementy mafii, międzynarodowej dilerki, nie są spotykane w dużym stopniu. I w sumie, pierwszy raz zetknęłam się z tą tematyką w młodzieżowej powieści. Ale przechodząc od ogółu do szczegółów, większość wydarzeń wydaje się być dość schematycznymi, do przewidzenia. Nie twierdzę jednak, że już od pierwszych stron, wiedziałam, jak historia się skończy. Co to to nie! (Na ostatnią kartkę również nie zaglądałam. Powstrzymałam się :|). Po prostu, czułam lekki niedosyt. Miałam bowiem nadzieję, iż będę co rusz zaskakiwana nowymi zwrotami akcji, pojawiającymi się tajemnicami i ich wyjaśnieniami. Jak to bywa w kryminałach. W tym wypadku, skończyło się na kilku przełomach, mocno zmieniających sytuację. Ale w 100% szału nie było.
Natomiast, jako miłośniczka baśni, do powieści przyciągnęło mnie nawiązanie do Królewny Śnieżki, a także przewijające się momentami zdania nadające treści właśnie ciutkę magii towarzyszącej opowieściom czytanym na dobranoc. Nie wspominając o przyjęciu z bajkową tematyką. Sama chętnie bym na takowe poszła. Szkoda, że jeszcze nie dotarło do mnie żadne zaproszenie. (:c).

Bohaterowie:
Ich ilość ograniczała się do kilku.. nastu postaci. Tak, nie więcej. Nie była to liczba przesadna, braku jakiegokolwiek charakteru również nie doświadczyłam. Mówiąc o ich kreacji, do oszałamiających trudno ją zaliczyć, ale pojedynczy bohaterowie na pewno dopełniali akcję o nutkę inności.
A do takich, oczywiście muszę zaliczyć Lumikki Andersson, czyli naszą panią detektyw. Jedyna w swoim rodzaju - bez opisywania jej, takie sformułowanie na pewno wszystko wyjaśnia. Chociaż, subiektywnie ujmując, nie przypadła mi do gustu, gdyż jestem z natury optymistką, a takie ciemnoszare charaktery nie należą do bliskich mi, oryginalności autorki trudno nie docenić. Dziewczyna ma swój świat, w którym żyje tylko ona. A aby z tego świata nic ją nie wyrwało, stara się powstrzymywać od kontaktu z innymi ludźmi, ograniczać go do absolutnego minimum, W ten sposób, i ona ma spokój i oni. Wyrwała się spod dachu rodziców, mieszkająca na własnym kawałku podłogi, nie musi nikomu się tłumaczyć ani nikim interesować. Oczywiście, to się zmienia. A przy tym, wywraca jej samotny świat do góry nogami, gdyż wchodzi do niego koleżanka z klasy, słodziutka Elisa z własnoręcznie dzierganymi szalikami i willą w najbogatszej dzielnicy. A za nią koledzy: Tuukka i Kasper, kolejne szkolne gwiazdy, nie znające wcześniej nawet imienia Lumikki. Żeby niczego nie zabrakło, dostaje w gratisie ojca Elisy, policjanta, nie tak czystego, jakby się mogło wydawać.

Fabuła:
Jakie wydarzenia, treści odnajdziemy w książce? Na pewno możemy podzielić je na kilka rodzajów. Po pierwsze: są przemyślenia Lumikki, retrospekcje i komentarze do sytuacji. Pozwalają nam wejrzeć w głąb jej umysłu, poznać myśli i emocje, a co z tym idzie: charakter. Złożony, nie tak do końca logiczny. A mimo trzecioosobówki, otrzymujemy naprawdę sporo tego typu akapitów. Czasem wydawały mi się nieco zbędne, ale to chyba po prostu przez moje zamiłowanie do dynamicznie rozwijających się wątków. 
Opisy. (Będziemy przechodzić od tych mniej do bardziej ciekawych ^^). Też otrzymujemy ich pokaźną ilość. Nie, nie bójcie się. Nie spotkamy nawet jednej strony zapełnionej od góry do dołu wyglądem chmur, prędkością wiatru bądź 'skrzącym się barwami mroźnej zimy śniegiem niczym piętnaście milionów świeżo oszlifowanych brylancików u jubilera'. Przeważają (na szczęście :D) te krótsze, wprowadzające nas w miejsce wydarzeń, otaczającą nas sytuację pogodowo-krajobrazową. Kilka zdań, nie więcej.
Dalej, kończąc już, dochodzimy do zwrotów akcji. Powiązanymi głównie z porachunkami handlarzy narkotyków, ekskluzywnymi przyjęciami Białego Niedźwiedzia oraz nagonką przybyłą z odległej Rosji. Jeśli brzmi ciekawie, to w książce się na pewno odnajdziecie, a jej czytanie pochłonie bez reszty, gdyż te tematy przewijają się bardzo często. Wiadomo, ja tam znów liczyłam na troszkę więcej, zagłębienie się w 'przestępcze wątki', gdyż ciekawa jestem samej formuły takich spraw, ale liczę, że drugi tom odkryje przede mną odpowiedzi na kilka, nurtujących mnie pytań ze świata dilerów, nielegalnego handlu itd. (^.^)

Do końca..
Książkę przeczytałam zdecydowanie za szybko. Była za krótka, zbyt mało słów przeznaczono na jedną stronę. Zbyt mało stron na jedną powieść. Czemu autorzy tworząc coś dobrego, są tak oszczędni? Czemu nie sprzedają wyłącznie tomiszczy 500+, którymi czytelnicy mogliby do woli najeść się porządną dawką przygód ich ulubionych bohaterów, a przynajmniej dokopać się do dna naprawdę dobrej historii? 
Opowieść o Lumikki mogę z czystym sumieniem zaliczyć do tych, które będę miło wspominać. Którą chętnie polecę fanom kryminałów, fanom północnych klimatów oraz ciekawej koncepcji, dającej kilka niewiadomych do rozwiązania równania. Może tylko odradzę czytelnikom długodystansowym - serii, gdyż, jak już wspomniałam, trudno nasycić się tą trylogią. A przynajmniej tę częścią. I właśnie dlatego, przy zakupie 'Czerwonego jak krew', sięgnęłam od razu po 'Białe jak śnieg' (ach, ta przezorność ^^). A jeśli ten tom spodoba mi się choćby w takim samym stopniu, bez wahania zdecyduję się na ostatni, odkrywając wszystkie barwy Królewny Śnieżki.

Więcej zdjęć: