Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#2 Kieszonkowe recenzje

Cześć wszystkim!

Zapraszam na kolejną część Kieszonkowych recenzji. Dziś, pod lupę bierzemy dwie książki: przygodowo-kryminalne. Obie mają zagadkę, którą należy rozwiązać. W obu śledzimy losy bohaterów zmagających się z różnymi wyzwaniami. Nie ma miłości, nie ma opisów. Jest tajemnica.

Pocałunek śmierci - Marcus Sedgwick

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Cena okładkowa: 29,90 zł
Cena nabycia: 2,50 zł (stacjonarna tania książka)
Liczba stron: 

Za sprawą otworzenia książki, przenosimy się do Wenecji, miasta kanałów i masek. Tam, spotykamy najpierw Marko,chłopca, który udaje się na poszukiwanie taty - Alessandra, a następnie Sorrel, dziewczynę mieszkającą w tajemniczej willi razem z, wydawać by się mogło, chorym psychicznie ojcem. Bohaterowie spotykają się niespodziewanie i rozpoczynają wspólne odkrywanie zagadki zniknięcia Alessandra, choroby ojca Sorrel. W czasie swojej podróży po mieście i okolicach, kilkakrotnie, spotkają na swej drodze tajemniczego mężczyznę z szablą. Kim jest owy nieznajomy? Kto kryje się pod maską Królowej Cieni? I co mają z tym wspólnego ojcowie nastolatków?

Nie mam co oszukiwać - do nabycia książki skłoniła mnie w 90% cena, która, w połączeniu z pomysłową, szkicowaną okładką, dała mi lekką lekturę na wakacyjne popołudnie. I faktycznie, w tej roli, 'Pocałunek śmierci' sprawdził się całkowicie. Nic ponadto.

Tym, co znajdziemy w pozycji nad wyraz oryginalnego jest pomysł na fabułę. Czytelnik dostaje bowiem wór zagadek i tajemnic: przerażający list w prologu, opis z tyłu książki opatrzony cytatem autora, aż do końca narastająca ilość niewiadomych. Z pojawianiem się każdej nowej postaci, nie miałam pojęcia, co czeka mnie dalej, na kolejnej stronie,  w kolejnym rozdziale. I podobało mi się to, nie powiem. Gdy dowiedziałam się o chorobie ojca Sorrel, byłam zaskoczona. Gdy pojawił się motyw wampirów, nieco mina mi zrzedła, gdyż po fascynacją Zmierzchem, wampiry staram się omijać odległością min. 2 metry. Ale, ale! Okazało się, iż popełniłam błąd w pomyślunku (nawet najlepszym się zdarza :|) i powieść mnóstwo zyskała, właśnie dzięki przedstawieniu tych legendarnych stworzeń w, wydaje mi się, zupełnie nowy sposób.

Poświęcając dwa słowa na bohaterów: nie ma co się spodziewać dużo, skoro sprawa wygląda dość przeciętnie. Przez całą historię niewiele poznajemy główną parę, po zakończeniu lektury nie byłam z nimi w jakikolwiek sposób związana czy połączona.. tajemniczą więzią emocjonalną. Po prostu. Tacy sobie Marko i Sorrel. Para starszych dzieciaków przemierzająca bezlitosną Wenecję. Może w dziewczynie czuło się delikatny potencjał na jako taki charakterek, aczkolwiek zdecydowanie tłumiło go skupienie się autora na zagadce do rozwiązania. Ach, i jeszcze pojawiający się niczym cień, stróż nastolatków - taki tam starszy pan z szabelką. Również żałuję, iż Sedgwick nie dał mu kilku stron więcej na wykreowanie własnego losu.

Cóż tu więcej mówić, jest to lektura na raz. Co roku w wakacje, na jeden, słoneczny dzionek - super sprawa! Woda z weneckich kanałów rozchlapywana przez gondole powinna wystarczająco ostudzić temperaturę, a przygoda Marko oraz jego towarzyszki zapewnić nieco rozrywki, zaciągnąć do ciemnych zaułków i zamglonych wysp, a także, co najważniejsze, odkryć mroczny sekret Królowej Cieni.
Więcej zdjęć:





Ślady. Zaginiony pocisk -Malcolm Rose

Wydawnictwo: Wilga
Cena okładkowa: 19,90 zł
Cena nabycia: 2,50 zł (stacjonarna tania książka)
Liczba stron: 211

Z Wenecji przenosimy się w czasie i miejscu do zdewastowanego Londynu. A tutaj, natykamy się na młodego detektywa - Luke'a Hardinga, który otrzymuje sprawę zabójstwa lekarki, dr Suleman. Tropów wiele, opcji wiele, tylko winnego brak, gdyż na miejscu zbrodni żadnego pocisku nie odnaleziono. Na ślad mordercy, nazwanego tymczasowo tytułowym Zaginionym Pociskiem, chłopak razem ze swoim elektronicznym partnerem (toż to przecież science-fiction! :|), wpadają wśród grupy Wizjonerów, czyli członków Światowego Kościoła Wiecznej Wizji, przeciwnych medycynie oraz białym ludziom. Ponieważ to kryminał, a więc jedno powiązane jest z drugim, więcej nie zdradzę. Dopowiem na koniec tego króciutkiego opisu, iż zakończenie jest całkiem zaskakujące i kwalifikujące książkę do stosiku 'tych wartych uwagi'. 
Zacznę od tego, że nigdy nie zdarza mi się czytać książki z jakichkolwiek serii od tomu drugiego, trzeciego, czwartego, piątego czy dziesiątego. (Czasem po szósty tom chętnie sięgnę c:). Po prostu nie lubię wbijać się w środek akcji, wydarzeń przeszłych i zaprzeszłych, pojawiających się wielokrotnie wcześniej bohaterów itd. Wolę zaczynać historie od początku. (Ale to chyba normalne, nie? :|). Tu zrobiłam wyjątek. I na pewno, znów przyczyniła się do tego cena. (Bo jak nie kupić książki za 2,50? No jak, ja się pytam? :O). Po części, była to także zasługa opisu, który nie sugerował na bliższe powiązania z poprzednią częścią. Stwierdziłam: zaryzykuję, wezmę, najwyżej dobrnę do końca ze świadomością, że niczego nie zrozumiałam. Bywa.

A tu się okazuje, że niekoniecznie! A nawet bardzo nie! Gdyż natknęłam się na drugi tom bardzo wciągającego cyklu kryminałów dla młodzieży. (2 książki to faktycznie cykl jak się patrzy :|). Od razu po zakończeniu 'Zaginionego pocisku', chciałam szperać w internecie bądź księgarni w poszukiwaniu 'Winnego niewinnego'. Dlaczego? A z kilku, poniższych powodów.

Na pewno warto docenić pojawienie się chociaż kilku elementów nawiązujących do gatunku sci-fi. Nie zawsze bowiem, udaje się autorom wykreować świat, bądź choćby jego namiastki, które wskazywałyby na wydarzenia z przyszłości. Jak dla mnie, wizja zniszczonego Londynu, zapuszczonego i zarośniętego centrum, gdzie śledztwa prowadzą szesnastoletni agenci z pomocą Malków, czyli Mobilnych Asystenów Legalno-Kryminalistycznych, jest wizją, z którą chętnie wiązałabym jakąś własną przygodę. Zwłaszcza w roli śledczego. Taak, czuję, że bym się odnalazła.

Będąc już przy roli postaci, żaden (no nie było ich tam dużo, ale mniejsza :|) nie irytował mnie, nudził bądź odstręczał. Na pewno Luke (detektyw) miał w sobie cząstkę 'tego głównego, ważnego bohatera' - ciutkę odwagi, wiary we własne możliwości, ale też nie w stu procentach pewny siebie czy wręcz głupio pchający się do przodu. W sam raz na takiego znośnego, standardowego agenta. Natomiast, spodobało mi się połączenie właśnie Hardinga z Malkiem, czyli fruwającym robotem będącym doradcą chłopaka, a zarazem centrum komunikacji, ochroniarzem i osłoną. A ponieważ nie odczuwał on żadnych emocji, losy teamu w zestawie: ironiczny (momentami :c) nastolatek + chłodna maszyna, śledziło się całkiem przyjemnie.

Ciągnąc już do końca, pochwalę także mieniącą się kolorkami okładkę składającą się na węża i taki fajny czytnik linii papilarnych, którym nie raz bawiłam się w 'otwieranie książki przez przyłożenie palca' (taak :D). Dodam jeszcze o wnętrzu, w którym również powita nas wężyk, poruszający się w miarę szybkiego przewracania stron. Animacja w książce, czegóż ten świat nie wymyśli!

Myślę, że warto sięgnąć po tę powieść. Polecam ten krok zwłaszcza fanom kryminałów, przede wszystkim tym, którzy chcą spróbować nowej wersji kryminalnych śledztw. Chwilami przewidywalna, czasem zaskakująca. Nudna raczej nie, gdyż nie zdarzył mi się moment, abym z boleścią wodziła wzorkiem po kartce czekając aż dobrnę do końca rozdziału. Nie. Gdy 'ugryziecie' kawałek, na kilka godzin możecie spokojnie odłożyć wszelkie inne czynności. Jest pomysł, jest szczegół, jest dynamika. To i do czytania co jest.

Więcej zdjęć: 






Która z książek z tego zestawienia, Waszym zdaniem, wygrywa? Czytaliście może jedną.. albo obydwie? Piszcie :)