Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

sobota, 8 sierpnia 2015

Colleen Hoover - Pułapka uczuć

Liczba stron: 282
Wydawnictwo: W.A.B.
Cena wydawnicza: 39,90 zł
Cena nabycia: 9,99 zł (Świat Książki)
Seria: Pułapka uczuć
Tom: I


O czym książka?
No jest to romans. Nic nie poradzę, w 99% procentach jest to romans z dwójką młodych ludzi, miłością i problemami, z którymi muszą się oni borykać w obronie tego uczucia. Ale hola, hola! Nie wszystko stracone, szansa na kawałek całkiem dobrej powieści pozostała. Nie wiem tylko czy to za sprawą tak rozsławionej ostatnimi czasy Colleen Hoover, czyli specjalistki od wypełniania świata miłością czy może dzięki historii, wbrew pozoru zaskakującej i powiewającej nutką świeżości.
Przed nami Layken, w zdrobnieniu Lake - nastolatka jak ich wiele. Dziewczyna przeprowadza się z mamą i młodszym bratem do nowego miasta. Po śmierci ojca, zmuszeni są sprzedać dom, opuścić bliskie im okolice. Szybko jednak przykrość z powodu rozłąki z rodzinnym otoczeniem zostaje wypełniona nowo zawartą znajomością. Z Willem Cooperem, sąsiadem z naprzeciwka, dwudziestoparoletnim, młodym, przystojnym, zakochanym w poezji. Oczywiście między dwojgiem rodzi się uczucie, ich bracia (Will, o dziwo!, również ma młodszego brata) także błyskawicznie się zaprzyjaźniają. Wszystko wydaje się być idealne. Do pierwszego dnia Lake w nowej szkole. Bum! Krach! Koniec tego dobrego.

Wygląd:
Nabywając w księgarni 'Pułapkę uczuć', otrzymujemy zgrabną książeczkę w odcieniach błękitu. Jeśli chodzi o grubość, idealnie dopasowuje się do mojego Limitu Ulubionej Objętości, gdyż ma te swoje 282 strony, trochę literek w środku również. Może nie jestem natomiast zbytnią fanką ludzi na okładce, zwłaszcza tych z fotografii, realistycznych, w tym wypadku, obejmujących się, ale nie przeszkadza mi to AŻ TAK bardzo. Choć gdyby wydawcy postarali się o jakieś pomysłowe grafiki bądź ilustrację byłabym ciutkę bardziej zadowolona. Oczywiście, oczom moim (a raczej opuszkom palców moich :|) nie uszły te bardziej śliskie elementy oprawy, dzięki którym pozycja zyskuje u mnie  na wartości. Warto docenić również prostotę szaty graficznej: żadnych esów floresów, czcionek ze średniowiecznego manuskryptu czy wydziwnionych rameczek bądź znaczków. Biały opis fabuły, delikatny motyw bokeh (to te kółeczka przenikające się nawzajem, taka ze mnie profesjonalistka-fotografka, że wiem jak się nazywają :|) i tyle. Plusik. 
Kończąc akapit dwoma słowami o wnętrzu książki: wygodna czcionka, marginesy w idealnej odległości od krawędzi kartki (nie zajmują połowy strony, jeeej^^). Spodobało mi się także wyróżnianie każdego, kolejnego rozdziału poprzez rozpoczynanie go od nowej strony, po lewej stronie. Taki minimalne ułatwianie czytania, a jednak pomocne.

Koncepcja:
Wydawać, by się mogło, że napisanie romansu to sztuka, którą może posiąść każdy. Wystarczy stworzyć dwójkę bohaterów, zakochać ich w sobie i podrzucić kilka kłód pod nogi. I na tym opiera się spora część powieści z tego gatunku. Coś w tym jest. Miłość, serca i tulące się pary otaczają nas tak naprawdę wszędzie: w piosenkach, filmach, także w książkach. Nie mówiąc o życiu, Facebooku i Walentynkach. Nie potrzeba wybujałej historii, aby stworzyć książkę, kilka westchnień głównej bohaterki, a zaraz widzimy w wyobraźni Adonisa XXI wieku. Jedna czwarta stron zajęta przez głaskanie po policzku, poprawianie kosmyków i obejmowanie w talii wystarczy, aby poruszyć serca co wrażliwszych do wzdychania i płakania nad losem nieszczęśliwych kochanków. Ale czy romans może być TYLKO tym? Jak się okazuje: niekoniecznie. 
Historia przedstawiona w 'Pułapce uczuć' ma w sobie zaledwie cząstkę standardowego schematu. Cała reszta to wyobraźnia autorki, która w naprawdę rzeczywisty i naturalny sposób, a zarazem wyjątkowy, przedstawia właśnie taką opowieść. Losy bohaterów mogłyby bez najmniejszego problemu wydarzyć się w każdym domu: u naszych sąsiadów, w bloku ulicę dalej czy w szeregowcu za miastem. A zarazem sprawiają wrażenie jakby zostały wyrwane z kart baśni. Oczywiście oprawione w klimat współczesności itd., ale z nutą jakby właśnie inności, oryginalności. Najzabawniejszy według mnie pozostaje jednak inny aspekt: forma relacji budująca się między dwójką głównych bohaterów. Tak naprawdę przez większość książki mamy do czynienia z miłością niespełnioną, nieszczęśliwą. Nie ma buziaczków i łapania za kolanko. Da się? Da się. 

Bohaterowie:
Co zaskakujące, wspomnę o tym na początku, gdyż naprawdę warto: bohaterowie nie byli irytujący bądź infantylni! Tak, da się stworzyć takie postaci. Proszę państwa, mamy sukces! Może momentami z ich słów trudno było wciągnąć przezorność czy głęboki rozsądek, ale jak na ten rodzaj powieści: jest dobrze.
Layken, może moją żeńską, literacką faworytką by nie została, ale na pewno do tych ulubionych już mogę ją zaliczyć. Zrównoważona, pozbawiona nie do końca zrozumiałych odruchów bądź zachowań, jak na mój gust: normalna nastolatka. Faktem jest, iż czasem dawały mi się we znaki jej wahania nastrojów, ale, że kobiety mogą sobie na takie pozwolić, nie mam nic do zarzucenia ( :D ). Naprawdę rozumiałam jej postępowanie prawie w zupełności i nie raz dochodziłam do wniosku, iż w jej sytuacji postąpiłabym podobnie. A to chyba świadczy o niej dobrze. (Albo o mnie źle :C)
Will.. no jasne, że skradł moje serce. Tak w 2/3, ale kawałek zajął. Oceniając bohaterów męskich, zależy mi głównie na ich prawdziwości, oczekuję ludzi 'z krwi i kości', zamiast zakochanych ideałów. Przy Cooperze ten punkcik mogę odhaczyć. Choć wiadomo, trudno spotkać taki okaz w naturze, nie sprawiał wrażenia, aby błyszczał na słońcu, a to połowa sukcesu.
Fajnie, że autorka nie wycięła z historii rodziny, pojawiają się młodsi bracia: Kel i Caulder, mama Lake. Nasz punkt obserwacji nie ogranicza się do miłości młodych, ale otrzymujemy nieco szerszą perspektywę, dzięki której powieść nie jest mdła, przesłodzona. Także za sprawą właśnie innych bohaterów nie raz zostaje poruszona dynamika, rozwija się ciąg wydarzeń zmierzający do przykrego, a zarazem szczęśliwego zakończenia. 

Fabuła:
Słodko-gorzka. To pierwsze określenie, jakie zaświtało mi głowie kilka minut po zakończeniu lektury powieści. Do tej pory nawet nie do końca wiedziałam, co to słowo znaczy. Wydaje mi się, że wreszcie odkryłam jego definicję. Bo żaden inny przymiotnik nie określi, moim zdaniem, lepiej fabuły 'Pułapki uczuć'.
Na pewno nie jest to romans, w którym akcja opiera się wyłącznie na bliższych spotkaniach fizycznych tytułowej dwójki. Ze względów czysto logicznych. Ba! Nie wszystko opiera się na tytułowej dwójce. Chociaż historię opowiada Lake w narracji pierwszoosobowej, mamy do czynienia z problemami innymi niż wyłącznie pierwsza miłość takimi jak choroba, niepełne rodziny, dojrzewanie do odpowiedzialności. To sprawia, iż książkę przesycają różnorakie emocje i takie też towarzyszą nam podczas lektury: nie tylko radość, słodycz, zauroczenie, ale także strach, niepewność, rozpacz czy zagubienie. 
W każdym kolejnym rozdziale, akcja rozwija się od nowa, coraz bardziej. Pojawiają się nowe wydarzenia zmieniające los bohaterów, nowe zwroty, krytyczne momenty. Wiadomo. Oczywiście, tekst nie mógłby obyć się także od rozmyślań Lake, jej rozżaleń czy wątpliwości, aczkolwiek dostajemy dawkę w miarę znośną, ja problemów z takowymi rozterkami nie miałam: czytało się całkiem, całkiem i nieźle dokomponowywało do pozostałej części fabuły. 

Do końca..
Czy w takim razie, zbierając w jedno całą powyższą recenzję, warto sięgnąć po Pułapkę uczuć? Spotykałam się z różnorakimi opiniami: jedne, uważały, iż ta powieść Hoover jest trochę, a czasem nawet znacznie gorsza od innych pozycji z jej twórczości. Inne stawiały historię o losach Lake i Willego na równi z 'Hopeless' czy 'Maybe someday'. Ja, w tym wypadku, wypowiedzieć się nie mogę, gdyż 'Pułapka..' to pierwsza książka autorki, którą udało mi się przeczytać. W 100% jestem z niej zadowolona i bez dwóch zdań nakłoniła mnie ona do sięgnięcia po pozostałe tytuły z biblioteczki Colleen. Na pewno ma w sobie to coś wyjątkowego, co wyróżnia ją ze stosu książkowych grzbietów, sprawia, że opowiedziana w niej historia osiada w głowie na dłuższy czas po zakończeniu przygód z bohaterami. I choć jestem w 90% pewna, iż przeciwnikom romansów się nie spodoba, z najprostszego powodu: występowania rozbudowanego wątku romantycznego, warto po nią sięgnąć. Choćby dla odkrycia nowego pomysłu na klasyczny romans. 

Książka bierze udział w konkursie :)