Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

czwartek, 23 lipca 2015

Holly Bourne - Przeznaczeni

Liczba stron:
Wydawnictwo: YA!
Cena wydawnicza: 39,60zł


O czym książka?
Losy miłosne Poppy i Noego prowadzące do wielkiej katastrofy naturalnej. Czyli kolejna młodzieżowa powieść wychwalana jako następczyni kochanków z Werony.
Dziewczyna cierpi na tajemnicze napady paniki kończące się traceniem przytomności. Jeden z takich napadów zaskakuje ją na koncercie nowej, miejscowej kapeli. Jak się później okazuje (Ok, mini spoiler, ale tak oczywisty, że i po samym tytule można to wywnioskować ;|) jego przyczyna to Noe, gitarzysta. Jest wielka miłość, buzi-buzi i trzymanie za rączki. Jest też ulewa, powódź i śnieżyca. Gdyby te fakty powiązać, powstaje historia z elementami tragizmu, dramatu, zakazanego uczucia i czyhającego nieszczęścia. Idealny materiał na książkę.

Wygląd:
Nigdy. Nigdy jeszcze nie miałam do czynienia z książką tak słabej jakości. A przynajmniej biorąc pod uwagę tytuły z mojej, domowej biblioteczki. Nie wiem, czy to wina tego konkretnego egzemplarza (który dziwnym trafem trafił akurat do mnie :_:) czy może ogólnie wydania, ale muszę o tym wspomnieć, gdyż przez cały czas lektury myśli dotyczące wypadających stron nachodziły mnie najczęściej. Może nawet nie do końca wypadających, o ile odstających od grzbietu i niebezpiecznie wychylających się z równego kantu okładki. I tak, dzięki pewnemu skąpcowi od kleju, z nieustannym stresem przewracałam kartki powieści odchylając okładkę pod możliwie najmniejszym kątem. 'Byle tylko nie zniszczyć, byle nie zniszczyć'.
Poza tym 'niewielkim niedociągnięciem' (>:C), okładka do najoryginalniejszych nie należy. Neonowe serduszko, faktycznie, wskazuje na tematykę fabuły, ale wykorzystując pomysł autorki można by stworzyć setki lepszych grafik, bardziej oryginalnych i przyciągających wzrok. Ta, zasługuje na słabą trójkę. Nie patrząc wyłącznie krytycznym okiem, pochwalę za stronice pachnące lasem i przystosowaną do czytania czcionkę oraz marginesy. Ale to taki standard.

Koncepcja:
No i mam zagwozdkę! Jak nie zniechęcić Was całkowicie do 'Przeznaczonych' używając porównania do Zmierzchu? A chyba bliższej im pozycji nie dam rady znaleźć. Autorka w odpowiedziach na pytania czytelników sama podkreśla, iż to właśnie szał na punkcie Edwarda i Belli, zainspirował ją do stworzenia historii własnych bohaterów. Gratulujemy pomysłowości! No, ale skoro już brnąć w to bagno to do końca.. ( :D ).
Sama w sobie koncepcja jest bardzo przeciętna. Miłosna historyjka z dwójką nastolatków. Nic szczególnego. Podwajając jeszcze wartość banału, on to gitarzysta, ona antyfanka miłości i płci przeciwnej. Dodajmy do tego wspomniane wyżej ataki paniki. Dorzućmy problemy z przeszłości. I pożądanie rozbudzające serca młodych, (nie-do-końca) kochanków. Ach!
Dobra, już nie żartując.. Uważam, że pomysły na młodzieżowe romanse nie zostały jeszcze doszczętnie wykorzystane. Jest naprawdę mnóstwo koncepcji, których rozbudowanie i przeniesienie na karty książki zaowocowałoby ogromnym sukcesem literackim i pozytywnym recenzjami. Serio. Ale cóż poradzić, skoro najłatwiej wybrać linię najmniejszego oporu.
Jedyny element inności jaki dostrzegłam i który pragnę tu docenić do tytułowe przeznaczenie. Dlaczego? Ponieważ stanowi ono sedno powieści i zarazem odróżnia ją od pozostałych. W całkiem ciekawy sposób autorka przez usta bohaterów przedstawia czym różnią się normalne związki od relacji Przeznaczonych, jak reagują na to ludzkie organizmy oraz do czego prowadzą zbliżenia między nimi. W sumie trochę chałka byłoby być takim 'szczęściarzem', ale zawsze opowiadać wnukom o 'wielkiej, niespełnionej miłości'..  ^^

Bohaterowie:
Pomysł już zjechałam, więc tu postaram się wyciągnąć z dzieła Bourne same plusy.
A więc.. Poppy.. nie. Poppy? Nie mam pojęcia dlaczego, ale imię kojarzy mi się ze słodyczami. (Już wiem! Lollipop - (ang.) lizak!). I to wiele wyjaśnia, gdyż ja lizaków nie lubię. Odnoszę wrażenie, iż dziewczyna nie ma własnej osobowości. Autorka na siłę próbowała nadać jej cechy innych bohaterek literackich. I choć miała kilka zabawnych kwestii, zachowań budzących mój respekt, zadowolenie, to całokształt wydawał się wyłącznie nijaki.
Noe. Powiem szczerze, że chyba przeszła mi już faza zadurzania się w każdym przystojnym adonisie z książek. Był Edward, Jacob, Ren, Kishan, Jace i wielu... wieeelu innych. Ale ile można? Chciałabym w końcu przeczytać powieść o chłopaku nieidealnym, może nie do końca przystojnym. Takim, którzy choć nie potrafiłby zawsze wybrnąć z sytuacji albo chwycić swoją wybrankę, przyciągnąć do siebie i całować przez sto pięćdziesiąt kartek, ale za to byłby zdolny być przy niej, dla niej, za nią. Który tworzyłby z dziewczyną realny związek oparty na obustronnym wsparciu. Kurcze, idę pisać własną książkę!
Jeżeli chodzi o pozostałych bohaterów to również fajerwerków nie ma. Trzy koleżaneczki Poppy: Ruth - ta seksowna, Lizzie - ta wygadana i Amanda - ta cicha myszka. Przyjaciółki forever i takie tam. Przenikają również członkowie zespołu Noego, rodzice Poppy czy w oddzielnych rozdziałach doktor Beaumont i Ulewa, czyli pracownicy tajnej organizacji ds. Przeznaczonych. Nikt jednak nie rzucił mi się w oczy na tyle, by się tu produkować, więc przejdę od razu niżej.
(Dopiero przy trzecim czytaniu zauważyłam, że miałam wyciągać same plusy :S :D)

Fabuła:
Zacznę od faktów, czyli: Treść jest podzielona na dwa rodzaje rozdziałów. Te główne, pojawiające się częściej, prowadzą historię tytułowych bohaterów, opisują ich spotkania, wzrastanie w miłości, bla bla bla. Te poboczne natomiast, to budowanie napięcia, czyli obserwowanie sytuacji przez postronnych pracowników centrum badawczego. Na mnie jednak ogromnych emocji nie wywarły, cieszyłam się, że autorka nie starała się dorównywać ich długości do długości głównych rozdziałów pozostając przy 2-3 stronach.
Nie chcę tu oceniać całej fabuły, gdyż nie ma to większego sensu: każdy kto czytał choć jedną pozycję z tego gatunku, wie na czym rzecz polega. Postaram się skupić na aspektach bądź wydarzeniach różniących się, przynajmniej po części, od standardowego schematu.
Po pierwsze: mentalność. Jest to coś, co okropnie mi przeszkadzało, naprawdę trudne do zniesienia. Może nie jestem do tego przyzwyczajona, gdyż nie spotykałam się w szkole, towarzystwie czy sąsiedztwie z takimi zachowaniami i ludźmi, ale.. czy miłość polega wyłącznie na kontakcie fizycznym? Czy najgłębsze emocje w człowieku budzi wzajemne dotykanie się, wkładanie ręce za bluzkę czy spodnie? Bo właśnie takie wnioski wynoszę po opisach randek i spotkań Noego i Poppy, z których każde kończyło się na powyższych sytuacjach. Już nie wspominając o tym, co stanowi punkt kulminacyjny powieści. Aż szkoda, że ciało człowieka jest warte poświęcenia większej uwagi niż wnętrze. Ale.. taki mamy klimat..
Na szczęście, pojawiały się także przebłyski nadziei. Momenty, które budziły przyjemne uczucia zarówno u zakochanych jak i u czytelników. Rozmowy, wspólna zabawa czy to rodzące się uczucie, co brzmi nieco patetycznie i pusto, ale wbrew pozom, znacznie lepiej odbierane przeze mnie podczas czytania niż łapanie za udo.

Do końca..
Po tej jakże burzliwej krytyce z mojej strony, przyszedł czas na podsumowanie. Wbrew wszystkiemu co napisałam powyżej (skreślić i wyrzucić :D), powieść przeczytałam błyskawicznie i, o dziwo!, z przyjemnością. Bo nic tak nie relaksuje jak lekko odmóżdżająca historyjka, którą można najłatwiej potraktować z przymrużeniem oka. A tym właśnie są 'Przeznaczeni'. Przeciwnicy romansów nic tu dla siebie nie znajdą, więc szkoda 40zł. (Ja wydałam 10, więc pal licho :D). Fani spędzą kilka godzin w towarzystwie bohaterów sympatycznych, aczkolwiek bez większej głębi intelektualnej. Ja wybrałam opcję drugą i nie żałuje. Pocieszam się, że książka będzie ładnie wyglądać na półce, a kiedyś.. kto wie? Może sięgnę po nią znowu licząc na powtórkę z rozrywki? :D