Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

czwartek, 4 czerwca 2015

Kiera Cass - Następczyni

Przepraszam za tydzień nieobecności. Był on spowodowany brakiem dostępu do internetu, a co za tym szło, ogromną frustracją z mojej strony. (Ach to pokolenie.. :|).
Powracam z recenzją. I to nie byle jakiej książki!

Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Jaguar
Cena wydawnicza: 37,90zł
Seria: Selekcja
Tom: IV

O czym książka?  Najprościej mówiąc, to kontynuacja losów Americi i Maxona. A raczej ich córki Eadlyn. Dziewczyna, po długich prośbach i namowach rodziców zgadza się przeprowadzić Eliminacje. Nie jest jednak z tego powodu zadowolona. (Dostaje w gratisie 35 młodych mężczyzn, z których praktycznie każdy chce zostać jej mężem i kochać ją na wieki wieków, a tej się nie podoba.. gdzie tu logika? :O). Wolałaby pozostać niezależną i silną królową. Niestety, nie pozwala na to coraz bardziej napięta sytuacja w państwie. Czy następczyni illejskiego tronu znajdzie prawdziwą miłość? Czy może odprawi wszystkich delikwentów z kwitkiem? (Jakby co, mogą szukać pocieszenia w moich ramionach ^^)

Wygląd: Tak jak zachwycałam się trzema poprzednimi pozycjami z trylogii (teraz już tetralogii.. jeżeli istnieje coś takiego.. o:), ta, szatą graficzną, dorównuje im pod każdym względem. Elegancka, nieprzesadzona - na zewnątrz jak i wewnątrz. Przepiękną okładkę utrzymaną w odcieniach fioletu i granatu pokrywają miliony błysków, światełek kojarzących się z malutkimi diamencikami. Oczywiście, modelce stylizowanej na królewską córkę, również niczego nie brakuje. Wspaniała suknia, za którą dałabym mnóstwo, trzymana w dłoni tiara, zapewne jedna z ulubionej kolekcji oraz upięty, ciemny kok z włosów o barwie nieodziedziczonej niestety po żadnym z rodziców. Lewe skrzydełko zostało wzbogacone o sporą fotografię autorki, co spodobało mi się, gdyż lubię wiedzieć, jak wygląda kreatorka poznawanego przeze mnie świata. Poza tym, wszystko ułożone tak jak w poprzednich częściach, dlatego, jeżeli choćby raz trzymaliście w dłoniach Rywalki, Elitę bądź Jedyną, wiecie, co mam na myśli,

Pomysł: Gdy tylko dowiedziałam się, o decyzji kontynuowania 'Selekcji' byłam w siódmym niebie! Tymczasowo zaliczam tę serię do moich ulubionych, także każdy kolejny tom na mojej półce jest dla mnie najpiękniejszym widokiem, który mogłabym chłonąć i chłonąć.
Rozpoczynając lekturę, liczyłam, że znów spotkam się z Ami, Maxonem, May, Aspenem i pozostałymi bohaterami. Niestety, nieco się przeliczyłam (matematyka kuleje :C). Powieść opowiadana przez Eadlyn to zupełnie inna perspektywa, inna bajka. Sporo dowiadujemy się o ówczesnych mieszkańcach pałacu: generale Legerze (Aspen) z żoną lady Lucy, lady Marlee Woodwork z mężem i dziećmi: Kilem oraz Josie. Doskonale odczuwa się te dwadzieścia lat różnicy. Mimo to, miłość króla do królowej pozostała niezmienna. Dalej patrzą na siebie jak w czasie ich Eliminacji, dalej nikt nie ma pojęcia, czy kiedykolwiek się kłócili. Szkoda tylko, że zostali tak okrutnie (a nawet bardzo okrutnie :|) zepchnięci na boczny plan. Nie twierdzę, iż los Eadlyn mnie nie interesował. Ubolewam jedynie nad brakiem rozwinięcia innych wątków. Cass skupiła się na jednym, głównym. A dawne postacie odeszły do lamusa. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Bohaterowie: Nawiązując do powyższego akapitu, rozpocznę od rodziców panny Schreave. Mer z niezależnej dziewczyny, pragnącej przede wszystkim dobra swej rodziny i nie potrafiącej dostosować się do dworskiej etykiety zmieniła się w potulną żonę władcy, nie mającą swojego zdania (nie mówiąc już o odmiennej opinii) i nie angażującą się w wychowanie dzieci, na tyle, ile bym się po niej spodziewała. Maxon, nieco bardziej interesujący się córką i okazujący jej czułość i troskę, także stracił w tej powieści sporo, niezbędnych i wyróżniających go cech. Moim zdaniem, dałoby radę wykreować dzieje Eadlyn nie kasując przy tym osobowości pozostałych bohaterów. Autorka, najwidoczniej, pragnęła zrealizować tutaj zupełnie inny pomysł.
Tytułowa następczyni różni się od rodziców, zwłaszcza od matki, prawie pod każdym względem. Wyniosła, dumna, przyzwyczajona do wygód i luksusów i niedostosowana do życia w mieście. Ja wiem: wychowanie w pałacu, służba skacząca na każde wezwanie. Czy jednak nie dało się choć odrobinę spacyfikować tego charakteru? Prawie od początku do końca, w każdym jej zachowaniu, czuć tę nutę egoizmu, czasem zdezorientowania odmiennością warunków w pałacu, a poza nim. Bywało to irytujące, momentami nudzące. Zwłaszcza, gdy traktowała przybyłych chłopców jak zabawkowe pacynki, którymi można rzucić w kąt lub podeptać obcasikiem, jeśli straci się nimi zainteresowanie. I choć od czasu do czasu dostrzegałam przebłyski dobrych cech, i choć Eadlyn miała jako taki indywidualny styl bycia.. nie, to nie dla mnie. Jestem po prostu zbyt miła. I skromna. Tak. To z pewnością to.
Króciutko o pozostałych: za różnorodność kandydatów stawiam ogromny plus: każdy miał swoje wady i zalety, na różny sposób zabiegał o względy księżniczki. Było w czym przebierać. (^^)
Żałuję, iż pozostała część rodziny królewskiej, a zatem liczne rodzeństwo księżniczki, pojawiało się jedynie w migających na stronach imionach. Szczątkowe wydarzenia z ich udziałem nie dodawały im jednak ani grama osobowości. Także stracony potencjał.

Fabuła: Jeżeli zdecydowalibyśmy się porzucić nieszczęsnych bohaterów.. całość prezentowałaby się okej. Niestety nie pojawiało się aż tyle zwrotów akcji, niespodziewanych wydarzeń ważących na losach postaci. Fabuła nieco bardziej rozleniwiona: tu przyjęcie, tu spacerek, Biuletyn z Gavrilem, randka na koniach i takie tam. Tak, trzy czwarte książki poświęcone jest spotkaniom Eadlyn z kandydatami do jej ręki. Niektóre kończą się dobrze, niektóre niekoniecznie. Mimo to, stanowiły ciekawą alternatywę dla zdarzeń z pozostałych tomów 'Selekcji'.
Element warty uwagi to także relacja głównej bohaterki z ojcem, ukazująca, iż niezależnie od stanu pochodzenia, rodzinna miłość wygląda tak samo i napotyka jednakowe towarzyszące jej uczucia, emocje. Maxon w roli taty sprawdził się znakomicie, łącząc obowiązki królewskie oraz rodzicielskie. Okazało się, że nawet kłótnie w pałacowej familii się zdarzają. To ci niespodzianka!
Finał pozbawiony pościgów i przytupów, natomiast dostarczający sporej dawki emocji. Nie chcę zdradzać, co takiego czeka na nas pod koniec powieści, natomiast napomknę jedynie, iż ma to związek z moją ulubioną, żeńską postacią trylogii. (Dlatego też mam moralny obowiązek jak najszybszego zakupienia piątego tomu, aby trzymać kciuki za szczęśliwe zakończenie :|)

Do końca... Gdybym powiedziała, że 'Następczyni' jest jeszcze lepsza od poprzednich części, skłamałabym. Jeśli stwierdziłabym, że można ją postawić na równi z resztą, lekko nagięłabym fakty. Niestety, pojawiają się drobne niedociągnięcia, koncepcja, która nie do końca spełnia me wymagające oczekiwania. (A wiedzcie, że jestem bardzo wymagająca :|).  Nie zmienia to faktu, że powieść pochłonęłam na raz (jak trzy gałki lodów waniliowych w ostatni poniedziałek ^^), a przedstawiona historia sprawiła, iż te kilka dni były naprawdę dobrze spędzonym czasem. Tak więc, zachęcam wszystkie fanki i fanów 'Rywalek' do sięgnięcia, spróbowania, gdyż pozycja ta może znacząco wzbogacić naszą wiedzę na temat bohaterów, pałacu i Eliminacji. A ponadto.. po co się oszukiwać? Każdy chciałby zostać księżniczką. I tyle.