Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

niedziela, 3 maja 2015

Erin Morgenstern - Cyrk nocy

Ilość stron: 429
Wydawnictwo: Świat Książki
Cena wydawnicza: 39,90 zł

Zacznijmy od zdjęć:


O czym książka? Według opisu: o miłości. Ja bym jednak skłaniała się ku innej tematyce. Powieść ta bowiem, wątku miłosnego ma w sobie tyle co jeż piór. No, ale ponieważ wyapadałoby trzymając się tej wersji.. pozycja opowiada historię dwójki młodych ludzi: Marco i Celii. Oboje, nieświadomie, przez wiele lat są przygotowywani do pojedynku, który ma się odbyć w odpowiednim czasie, w tajemniczym cyrku. Oczywiście, zaczyna łączyć ich znacznie więcej niż współzawodnictwo, co znacznie komplikuje sytuację obojga. Bez obawy, w książce pojawia się mnóstwo innych wątków, które splatają się i rozplatają niczym warkocz francuski, ale o tym za moment.

Wygląd: Podczas czytania, największą przyjemność sprawiała mi możliwość dotykania tej przemiłej pozycji. Okładka nie jest śliska.. powiedziałabym bardziej, że nieco matowa, a zarazem tak przyjemnie trzymająca się w dłoniach. Sam wygląd nie pozostawia żadnych zastrzeżeń. Cyrk podawany nam jak na dłoni idealnie wpasowuje się w kilkakrotnie pojawiające się wewnątrz opisy pisane w drugiej osobie liczy pojedynczej. Liczne ornamenty, esy floresy i inne zawijasy doskonale wkomponowują się zarówno w obraz jak i później, w samą treść. Pomijając liczne elementy wypukłe, które sprawiają, iż wszystko wydaje się wręcz namacalne. (Tak, ta głębia okładki :|). Ku mojej ogromnej uciesze, książka zawiera również skrzydełka kontrastujące z czernią stron zewnętrznych. I te czarno-białe paski po zajrzeniu pod nie.. (Nie polecam wpatrywać się w nie dłużej niż 40 sekund - sprawdzałam, nic przyjemnego :C). Ogółem mówiąc, pozycja może bez wahania zyskać miano jednej z najdokładniejszej, najstaranniejszej i najbardziej przyciągającej uwagi pod względem graficznym.

Pomysł: W tym momencie, chciałabym osobiście podejść do Erin, uścisnąć jej dłoń, poklepać po ramieniu i powiedzieć Dobra robota! Koncepcja wykreowana w powieści przewyższa wszystko inne, co do tej pory czytałam (No dobra, większość.). Zawiła intryga, ciągle pojawiające się nowe tajemnice, no i oczywiście, Le Cirque des Reves, Cyrk Snów. Sam pomysł wykorzystania cyrku jako tła wydaje się być czymś innym, automatycznie wzbudzającym w czytelniku ciekawość. Ale to, co przedstawiła autorka, jest zdecydowanie ponad scenerią, kolorowym namiotem z klaunami (i bardzo dobrze.. brr :s) i niedźwiedziami jeżdżącymi na rowerku (Madagascar! ^^). To nieograniczone spotkanie rzeczywistości z wyobraźnią. Magii, zagadek i sekretów. Cyrk, który nie ma końca, cyrk, który trwa. Ale tylko w nocy. Gdybym miała choćby jedną noc, by móc odwiedzić to niezwykłe miejsce, zrobiłabym to bez dwóch zdań. Choć, po części, już miałam ku temu okazję.
Nawet koncepcja tego nieszczęsnego wątku miłosnego, sama w sobie, stanowiłaby bardzo dobre zwieńczenie wysuwającego się na pierwszy plan tła. Niestety, nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, ale wybaczymy to Morgenstern, gdyż cirque w zupełności wystarczył, by zaspokoić moje czytelnicze pragnienie poszerzania horyzontów.

Bohaterowie: Czasem nawet tak mało wymagająca, wyrozumiała fanka książek jak ja potrafi się zawieść. Ale co zrobić, skoro pomimo nawet najdoskonalszej fabuły, wątków i stworzonego świata, bez bohaterów historia staje się płaska jak deska do prasowania. Niestety.
Zawsze znajdzie się postać, która zachwyci bardziej, stanie się wzorem, idolem, miłością albo choćby zirytuje człowieka do granic możliwości, że ten chciałby nim rzucić, potrząsnąć i zakopać pod Kilimandżaro. A tutaj? Nic. Nikt mnie nie poruszył, nie wyzwolił jakichkolwiek uczuć. Nawet ta wielka miłość do mnie nie dotarła. Byli bohaterowie. Ba! Było ich mnóstwo i każdy miał imię i nazwisko (kto by pomyślał, nie?) tak inne od reszty, że przez pierwsze pół lektury wachlowałam stronnicami w poszukiwaniu kto jest kim.  Chandresh Christopher Lefevre. Friederick Thiessen. Lainie Burgess. Tara Burgess. (Chociaż te miały takie same nazwiska.. :<). + 43 tysiące innych. Powodzenia!
A co do konkretów.. Nie wiem, kogo mogłabym pochwalić. Nie chcę całkowicie zjechać wszystkich. Na pewno znajdzie się ktoś, kto miał w sobie choćby nutkę życia.
 Jak tak teraz myślę, dochodzę do wniosku iż pomysłowe ze strony Erin było skompilowanie różnych postaci o różnych osobowościach (no, zalążkach osobowości..), o różnych kulturach, pochodzeniu. Tutaj Tsukiko jako kobieta guma o drugiej twarzy. Tutaj tajemniczy ze wszystkich Aleksander - mężczyzna w szarym garniturze, pojawiający i znikający niczym kot z Cheshire. A tam Wielki Prospero, nieco wyblakły, starający się poprowadzić córkę ku zwycięstwu. No i oczywiście dwójka rudzielców, Szkrab oraz Gizmo, którzy swoimi narodzinami otwierają podboje cyrku i starają się trwać w nim, do samego końca, a jednocześnie nadający fabule odrobinę optymistycznego podejścia.

Fabuła: Jak już wspomniałam.. koncepcja otwiera przed czytelnikiem historię przepełnioną wyobraźnią: świat bliski, a jednocześnie oddalony o tysiące gwiazd i czarno-białych pasów. Wykonanie natomiast, pozostawia niewielki niedosyt.
Dajmy na to.. mieszanie lat, czyli występujące na przemian wydarzenia z powstawania cyrku i jego pozornego upadku. Zaczynając lekturę, nie potrafiłam pozbierać tych urywków w jedno. Na pomoc przyszły mi dopiero daty obok tytułów rozdziału. I choć w ostatecznym rozrachunku, opowieść łączy się w sensowną całość, wymaga od czytającego skupienia i cierpliwości w układaniu tych puzzli. Taki schemat powieści, dał możliwość pojawiania się mnóstwa wątków, drobnych, na pozór nic nieznaczących, ale skupiających się w punkcie kulminacyjnym. Przedstawiały także szerszą perspektywę, nie ograniczały jedynie do tego, co dzieje się w samym cyrku, ale także co on robi z ludźmi: tymi z wewnątrz jak i poza nim. Wiąże się to z licznymi opisami, często bardzo dokładnymi, czasem ograniczającymi się do kilku zdań. Pozwala ruszyć głową, oddać się w wir historii, opisywanych miejsc, sytuacji.
Natomiast fani Transformersów bądź Jamesa Bonda nie będą do końca zadowoleni. Akcja bowiem, toczy się tempem.. dosyć mozolnym. Jak lokomotywa w wierszu Tuwima.. Tak, to jest to. (:|) (Zwłaszcza o tych armatach, kiełbasach i fortepianach :D ).
Tak więc: opisy - tak, akcja - nie. Moim zdaniem, choć całość była w miarę ok, zakończenie nieco się rozeszło, ponieważ zabrakło właśnie tej dynamiki.. A może i była, ale nadto przytłoczona opisami.

Do końca: Wiem, że wokół 'Cyrku nocy' pojawia się wiele wątpliwości, często po zakupie, książka ląduje na półkach, aby odleżeć kolejne pół wieku. Dlatego radzę: nie zwlekajcie. Zbliżają się wakacje, idealna pora, by w końcu, wziąć się za tę lekturę. (Jeszcze minie termin przydatności do spożycia.. I co wtedy? :S). Na spokojnie, rozdział po rozdziale, stopniowo będziecie wchodzić w fabułę. I gwarantuję, że będziecie, choćby w 10%, zadowoleni. Albo przynajmniej.. zaskoczeni. Tą innością, stworzeniem z czegoś prostego, wręcz prostackiego, sztuki. Prawdziwej sztuki. Magii, subtelnej, a zarazem nieziemskiej. Marzeń i pragnień, ukrytych między wstążkami namiotów. Emocji, palących się w wiecznym ogniu. A to wszystko, za pomocą jedynie dwóch, tak odległych od siebie barw. Czerni i bieli.