Przepraszam za drobne opóźnienia, ale... natłok obowiązków... sami rozumiecie. :c

czwartek, 2 kwietnia 2015

Kiera Cass - Rywalki

Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 336
Cena wydawnicza: 37,90zł

Najpierw kilka zdjęć, by lepiej zapoznać się z tę pozycją:



O czym jest książka? Rywalki opowiadają historię nastoletniej Ami Singer, pochodzącej z rodziny Piątek. Hierarchia społeczna w dystopijnym państwie o nazwie Illea może przypominać indyjskie kasty, z których w przeważającej części przypadków, nie ma ucieczki. Stąd też główna bohaterka musi zmagać się z biedą i głodem, nieporównywalnymi jednak do warunków życia jej sekretnego chłopaka Aspena, będącego Szóstką. Sytuację diametralnie odwracają zbliżające się Eliminacje, do których zgłoszenia dziewczyna zostaje zmuszona przez rodzinę i ukochanego. Ku radości najbliższych i rozpaczy Ami, dostaje się ona do kręgu 35 wybranych kandydatek na żonę dla księcia Illei, Maxona. Rozpoczyna się niezłomna rywalizacja o serce następcy tronu i/lub jego koronę. Czy jednak America włącza się w tę grę? Czy może woli przy najbliższej okazji powrócić do rodzinnej prowincji i starać się o przekonanie Aspena do ślubu, na który ten nie chce się zgodzić z powodu braku pieniędzy na utrzymanie urodziny? Tak mniej więcej prezentuje się fabuła opisana w powieści. (Przepraszam za tak długi opis, ale trudno wyjaśnić początek tej historii bez wdawania się w z szczegóły :c)



Wygląd: Nie oceniaj książki po okładce, nie oceniaj książki po okładce... Oj, to przysłowie na pewno się książek nie tyczy. Wystarczy zobaczyć okładkę powieści Kiery Cass! Jedno spojrzenie i już czuję na sobie ten aksamitny materiał, atłasowe falbanki układające się w rozkloszowaną, falującą, przy każdym drobnym kroczku, spódnicę. Tyle wystarczy, by chcieć zagłębić się w ten magiczny, baśniowy świat. (Choć oczywiście taki jest tylko na pozór). Odcienie błękitu, lazuru wydają się dostojne, luksusowe, wręcz królewskie - idealnie łączące się z tematyką. Również po otworzeniu pozycji, naszym oczom ukaże się elegancka czcionka, nie za mała do czytania i nie za duża, by na jednej stronie mieściły się zaledwie dwa zdania. Tak! Są też skrzydełka! A na nich dokładniejszy zarys fabuły, fragment samego tekstu oraz błyszcząca, jakby wysadzana tysiącem maleńkich diamencików, tiara. Także ogromny plus za szatę graficzną! + Książka sama w sobie jest tak miła w dotyku (kto ma na pewno wie, o czym mówię), że aż ma się ochotę ją przytulać i przytulać... 

Pomysł: Mnie, na pierwszy rzut oka, Rywalki kojarzą się z Igrzyskami Śmierci. Tematyka dystopii, rywalizacja o wyjście z dotychczasowej grupy społecznej, o zwiększenie znaczenia wśród innych. Tam Głodowe Igrzyska, tu Rywalizacje. Schemat podobny. Ale... Nie do końca. Na pewno w powieści Susanne Collins gra jest znacznie brutalniejsza. U Kiery Cass dziewczyny nie walczą ze sobą na śmierć i życie. Co, moim zdaniem, sprawia, że opowiedziana historia jest bardziej subtelna, delikatna. To nie zmienia faktu iż, wykreowany świat, Illea, pełna niesprawiedliwości i okrucieństwa, ukazuje brutalną rzeczywistość, z którą boryka się ponad połowa mieszkańców. Tyle ogółem. Ograniczmy się teraz do pałacu, gdzie rozgrywa się większa część historii. Wszystko tam jest dopracowane: nazwy pomieszczeń, orientacyjne położenie poszczególnych komnat.. wszystko ma swoje miejsce. Także wykluczanie kolejnych 'zawodniczek' zawsze kryje za sobą jakiś powód, w pewien sposób buduje napięcie - coraz bliżej do mety. Mamy więc do czynienia z opowieścią przemyślaną, konkretną i bardzo wciągającą.


Bohaterowie: Na logikę, powinnam zacząć od Amy. Powiem tyle: trzy razy na tak! No, może dwa i pół. Uwielbiam postaci, które nie użalają się nad sobą, nie rozpamiętują żalów z przeszłości, które nad każdą decyzją debatują godzinami, bo boją się zaryzykować. Z kim w takim razie spotykamy się w Rywalkach? Z młodą, odważną dziewczyną, stawiającą sobie na pierwszym miejscu dobro głodującej rodziny. Fakt, jak większość bohaterek młodzieżowych tytułów, miewa momenty rozterek miłosnych, tęsknot za ukochanym Aspenem i tak dalej, i tak dalej. No, ale można jej to wybaczyć. Naprawdę. Przypomina mi nieco Kelsey z 'Klątwy tygrysa' (Ktoś może czytał?) - uparta, czasem sarkastyczna, inna niż pozostałe kandydatki. Zjednuje sobie ludzi, zjednuje sobie koleżanki, zjednuje sobie także księcia Maxona. A będąc już przy nim.. od razu zaliczyłam go do 10 ulubionych bohaterów! Ileż w nim wdzięku, takiej niepewności, a z razem stanowczości i męstwa. Nawet w tej stanowczości jest wdzięk! A we wdzięku stanowczość! Choć początkowo America przedstawia go jako płytkiego, pysznego gbura, dążącego jedynie do sławy i jak największego prestiżu, już przy pierwszym spotkaniu z nim, ocena ta zmienia się wręcz o 180 stopni. I wraz z rozwojem akcji, niczym fale na Oceanie Spokojnym, będzie ulegać poprawie bądź pogorszeniu. W tym jest cały urok! I chyba już do końca pozostanę Team Maxon (a przynajmniej tak było przez całą pierwszą część trylogii). Teraz tak minimalnie o pozostałych: Aspen jest w porządku, choć nie mogę sobie pozwolić na głębsze uczucia do tej postaci ze względu na mą miłość do księcia. Mimo rozumienia pobudek jakie nim kierują, nie mogę pogodzić się z faktem, iż brutalnie podeptał uczucia Ami. Uwielbiam May i jej optymistyczne, ekstrawertyczne podejście do życia. I jeszcze tatę Americi, przedstawionego jako ciepłego, empatycznego człowieka, uważającego dobro córki za najwyższą wartość.

Fabuła: Trudno oceniać fabułę, nie mogąc pisać o czym jest (a nie chcę tego robić, by nie streścić Wam całej książki). Ograniczę się do kilku, najważniejszych moim zdaniem, aspektów. Początek, czyli przed Eliminacjami. Rozwinięcie następuję raczej powoli, możemy spokojnie wciągać się w historię, poznawać rodzinę Americi, jej sytuację. Bez problemu dostrzegamy diametralną zmianę w życiu głównej bohaterki, już chwilę po ogłoszeniu wyników wstępnych wyborów. Warta uwagi, jest stałość dziewczyny: wierność ideałom i poglądom, skromność i życie zgodne z wartościami, którymi wyniosła z rodzinnego domu.
Będąc w pałacu, czekałam głównie na spotkania Ami i Maxona. Były to moje ulubione momenty: zalążki budowania się prawdziwej przyjaźni (ciągnięcie się za ucho ^^), więzi dwojga ludzi, tak różnych, odmiennych od siebie. Oczywiście, nie raz chciałabym znaleźć się nocą, w ogrodzie, z obejmującym mnie księciem.. Ach, od razu zapomniałabym o Aspenie. Ale ja mam słaby charakter... Dalej.. O! Ataki rebeliantów - odskocznia od dworskiego życia, etykiety i dostojeństwa. Wprowadzały do akcji pewien rodzaj.. niepewności, gdyż nie było wiadomo, jak skończy się kolejny napad na królewską rezydencję. Na koniec, wspomnę jeszcze o relacjach między tytułowymi rywalkami. Kojarzyły się mi z klasą: 35 dziewczyn, z których każda jest inna, pochodzi z innej rodziny, inaczej wychowywana, mająca inne ambicje i cel. Celeste, Kriss, Tina, Marlee, Amy. To jedynie kilka z nich, a jak wiele je różniło. Znalezienie się nagle ich wszystkich pod jednym dachem doprowadzało do wielu zawirowań: czasem zabawnych, przyjemnych, ale także przykrych czy oszałamiających. I choć niektóre nie miały oddźwięku na główny wątek, sprawiały, że życie w pałacu zdawało się być znacznie ciekawsze i.. żywsze.

Do końca.. pozycja spodoba się na pewno wszystkim fankom powieści romantycznych, wątków przepełnionych miłością, nie do końca zawsze udaną i szczęśliwą. Także zwolenniczki dystopii nie będą rozczarowane. Książka napisana prostym językiem, bez zbędnych opisów (nie mam pojęcia, czemu wcześniej tego nie napisałam :o), bez wątpienia będzie przyjemną odskocznią od szarej rzeczywistości i doskonale sprawdzi się przy chwili relaksu. Warto dać jej szansę, nawet, jeśli nie jesteśmy do końca przekonani. A jej popularność nie ma tu nic do rzeczy, a wręcz jest uzasadniona: to pomysłowa, młodzieżowa lektura, zachęcająca wyglądem jak i treścią do bliższego poznania jej niezwykłego świata.